


Film Zaklęci w czasie oparty jest na niezwykłej powieści o miłości, która przekracza granice czasu. Clare (grana przez Rachel McAdams) przez całe swoje życie jest zakochana w Henrym (w tej roli Eric Bana). Wierzy w to, że są sobie przeznaczeni, choć tak naprawdę nie wie, kiedy ich ścieżki się rozejdą


Melodramat wyzuty z emocji - Katarzyna Kasperska









"Zaklęci w czasie" mają wszystkie atrybuty porządnego wyciskacza łez, w końcu nie bez kozery scenarzystą jest sam Bruce Joel Rubin - laureat Oscara, za scenariusz do klasyki gatunku "Uwierz w ducha". Jednak w efekcie końcowym film Roberta Schwentke okazał się nieudolną wizualizacją literackiego pierwowzoru.

Fabuła godna podziwu.
Ponieważ tak pretensjonalnej fabuły w filmie dawno nie widziałem.Poszedłem na ten film wyłącznie z przymusu i niestety to co ujrzałem po prostu mnie "zabiło".
Odradzam,chyba,że przedstawicielkom płci pięknej...
Tu nie chodzi tylko o samą miłość...
Po obejrzeniu dobrego filmu zawsze tuż po chwili gdy pojawią się napisy końcowe, nie wyłączam ich od razu ale oddaje się chwili refleksji. Większość z was pewnie w pierwszej chwili pomyślała, o niezwykłym przypadku miłości Clare i Henrego. Ja też. Ale potem przyszła mi do głowy druga myśl, a z nią ogromny strach. Przecież ten film odsłania także dramatyczną sytuację człowieka, który bardziej niż inni jest świadom przemijalności. Henry, widzi na własne oczy swoją śmierć, może określić to wydarzenie w czasie. To coś gorszego niż gdy osoba z nowotworem usłyszy swój wyrok śmierci, ponieważ Henry obserwuje wszystko z boku, jest ze swoją rodzina, a mimo to nie może nic zrobić. A patrzenie z boku i bezradność jest najgorsze. Jak może czuć się człowiek który stracił matkę w dzieciństwie, a jako dorosły człowiek może z nią rozmawiać i nie powiedzieć jak bardzo za nią tęskni? Jak czuje się człowiek, który wie że opuści ukochane osoby wbrew własnej woli i zniknie na zawsze? Jak czuje sie człowiek który w ogóle nie kontroluje swojego życia?
Moja teraźniejszość to już przeszłość. Uświadomiłam sobie dzięki filmowi, że teraz jestem, ale za chwile może mnie nie być, że w każdej sekundzie odchodzę do przeszłości, znikam.
Może tak odebrałam ten film, ponieważ wiem jak w życiu ważny jest czas kiedy ktoś odchodzi. Może gdyby krytycy głębiej poszperali też by to zauważyli,a nie tylko konwencjonalny wątek melodramatyczny. I nie trzeba tego zrzucać na karb braku chronologii, bo do scen wystarczyłoby tylko dodać daty i po sprawie. A łzę uroni każdy kto kocha i jest świadom jak mało mamy czasu.
polecam!
na prawdę warto obejrzeć!!! początkowo może wydać się "zakręcony", ale zapewniam, że warto doczekać do zakończenia!
ksiazka
polecam książkę!! wciąga, wzrusza. film się przy niej chowa.
właśnie wróciłam z kina film zakleci w czasie naprawde jest wart obejrzenia na dużym ekranie, zgodzę sie z opiną że widz gubi sie momentami czy ma do czynienia z henrym 30 czy 40-sto letnim, ale podobno mężczyźni starzeją sie wolniej:) bylo kilka zabawnych scen, kilka wzruszających i refleksyjnych, wyciskacz łez to nie jest ale zmusza do myslenia nad sensem prawdziwej miłośi i stawianu czołam różnym przeciwnośćiom losu w jej imie.
Film wart zobaczenia:P
Film wart zobaczenia, jednka jest w nim troche niescislosci. Widz gubi sie posrod tych wszystkich podrozy i nie wie z ktorym Henrym ma czasem do czynienia:P. Moim zdaniem rezyser za bardzo sie skupil na podrozach w czasie Henry'ego (w tej roli swietny Eric Bana) zamiast bardziej zglebic trudnosci wynikajace z takiegi zycia. Mysle tez, ze moze lepiej by bylo jakby bardziej wyraznie pokazal jak te czeste podroze niszcza ich milosc, ale bedziej z perspektywy zony, ktora niby to rozumie, ale jednak chyba nie do konca....Jednaka obraz jest ciekawym spojrzeniem na podroze w czasie i oprocz aktorstwa E.Bana chociazby z tego powodu warto go zobaczyc, oczywiscie nie spodziewajac sie kina wybitnego, bo w takim wypadku film napewno sie nie spodoba:P



Osoby, którym podobał się film "Zaklęci w czasie", wysoko oceniły także:

