"Legion" z początku jeszcze sprawia wrażenie ubogiego kuzyna "Armii Boga", ale po chwili na pierwszy plan wysuwa się konotacja zupełnie inna - z "Atakiem na posterunek 13" (i to bynajmniej nie tym Carpentera). Fabuła jest tu podobnym pretekstem do niekończącej się rozróby.
Film jest krótki, uroczo prymitywny, nieuwikłany w zbędne psychologizowanie i zagadki rodem z Dana Browna. W "Legionie" za dużo się nie gada, po prostu się strzela.