search
repertuar kin
Wpisz nazwę miasta:
Na co do kina w ten weekend?
Repertuar kin
Nagrody
tape

Złote Globy

1 nominacja


Wall Street: Pieniądz nie śpi (2010)

Recenzja "Łabędzi śpiew kapitalizmu"

poniedziałek, 27 września 2010 20:53 | dodane przez PiotrPlucinski
Ocena Recenzenta:
Średnia ocena:
Ocena 5/5
Oceń recenzję:
Od czasu premiery pierwszej części "Wall Street" minęło już dość sporo czasu, co Oliver Stone przypomina nam już w pierwszej scenie. Skorumpowany ex-rekin finansjery Gordon Gekko opuszcza więzienie. Z depozytu odbiera kilka drobiazgów z przeszłości: portfel, spinacz do pieniędzy i... telefon komórkowy wielkości solidnej cegłówki.

Jest rok 2008. Świat zmienił się diametralnie. Resztki giełdowych tradycji sprzed półwiecza wyparła w końcu galopująca syntetyka, pieniądz papierowy stał się przeżytkiem, a dawni bogowie znaleźli się u progu zapomnienia. Po Gekko, niegdyś czołowego gracza amerykańskiej giełdy, nikt nie przyjeżdża. U bram zakładu zostaje sam.

Kapitalizm jest za to u szczytu swych destrukcyjnych możliwości. Napędzany chciwością, wciąż rządzi i dzieli, w okamgnieniu wznosi pomniki i równie szybko je kruszy. Skutków tego, także moralnego, regresu nie trzeba długo wypatrywać: wpleciony w fabułę wątek kryzysu gospodarczego Stone wykorzystuje jako wygodną wymówkę, by od swego hitu sprzed 26 lat poodcinać (i dokserować nowe) kupony.

Moment, by ponowne pogrozić Amerykanom paluszkiem jest idealny. Wciąż przecież żyją jeszcze w cieniu niedawnej zapaści finansowej, wciąż nie zdiagnozowali wszystkich jej źródeł i - co chyba najważniejsze - wciąż zastanawiają się czy nie dotknie ich jej ewentualna remisja.

Ale Stone, wielki archiwista i interpretator amerykańskiej historii, nie decyduje się na spojrzenie na całą sytuację z szerszej perspektywy. Podąża raczej tropami "W." i "World Trade Center", eksploatując bieżące zjawisko na potrzeby kukiełkowego teatrzyku, w którym "kto" ma większe znaczenie niż "co". Bohaterem sequela jest Jake Moore (Shia LaBeouf), młody i ambitny finansista, który w przeciwieństwie do swojego poprzednika z oryginału ma więcej rozumu, niż szczęścia. Tak przynajmniej mu się wydaje.

Koniec końców, nic się jednak nie zmieniło. Zasady są inne, ale gracze ci sami...

Autor recenzji:

PiotrPlucinski PiotrPlucinski Goniec

A TERAZ...

wyslij znajomym  Wyślij znajomym
drukuj  Drukuj

Opinie

Ocena: 0 [2]
~manga [2011-01-28 23:32]

miernota
nudy, nudy i nudy. Na dodatek za dużo gadają w tym filmie bez sensu.

odpowiedz

Ocena: +1 [1]
~mali43 [2010-09-30 11:20]

Wybrałam się na ten film w sobotę licząc na dobra zabawę. Ogromne było moje rozczarowanie. Już po 30 minutach chciałam wyjść z kina. Wysiedziałam jednak do końca. Michaela Douglas nie uratował tego filmu. Może dlatego, że sam scenariusz był mało spójny. Żaden z wątków w tym filmie nie został rozwinięty, tak aby przyciągnąć moją uwagę. Problem stanowił dla mnie również żargon giełdowy, którego jako laik, nie znam. Nie rozumiałam więc części dialogów. Cóż jedynym pojęciem, które rozumiałam, było lewarowanie. Może dlatego, że było ono wytłumaczone, jak głosiła plotka, w fantastycznym wykładzie Michaela Douglasa. Wcale taki nie był, nie podobał mi się, nie wciągną mnie, nie zainteresował. Zdecydowanie nie polecam tego filmu jako weekendowa rozrywkę, a szczególnie tym którzy giełdę znają z obrazków i relacji telewizyjnych. No i jeszcze jedno. Ten film reżyserował Oliver Stone?????????????????? Delikatnie mówiąc to jego jeden z gorszych filmów.

odpowiedz