












miernota
nudy, nudy i nudy. Na dodatek za dużo gadają w tym filmie bez sensu.
Wybrałam się na ten film w sobotę licząc na dobra zabawę. Ogromne było moje rozczarowanie. Już po 30 minutach chciałam wyjść z kina. Wysiedziałam jednak do końca. Michaela Douglas nie uratował tego filmu. Może dlatego, że sam scenariusz był mało spójny. Żaden z wątków w tym filmie nie został rozwinięty, tak aby przyciągnąć moją uwagę. Problem stanowił dla mnie również żargon giełdowy, którego jako laik, nie znam. Nie rozumiałam więc części dialogów. Cóż jedynym pojęciem, które rozumiałam, było lewarowanie. Może dlatego, że było ono wytłumaczone, jak głosiła plotka, w fantastycznym wykładzie Michaela Douglasa. Wcale taki nie był, nie podobał mi się, nie wciągną mnie, nie zainteresował. Zdecydowanie nie polecam tego filmu jako weekendowa rozrywkę, a szczególnie tym którzy giełdę znają z obrazków i relacji telewizyjnych. No i jeszcze jedno. Ten film reżyserował Oliver Stone?????????????????? Delikatnie mówiąc to jego jeden z gorszych filmów.
Wall Street: Pieniądz nie śpi (2010)
Nie jest to udany powrót Gordona Gekko. Legendarna, wykreowana przed laty przez będącego u szczytu swych możliwości Michaela Douglasa rola bezlitosnego gracza giełdowego zostaje tu rozdarta na strzępy niewiarygodną transformacją. Dlaczego? Być może odpowiedź stanowi dokument o realizacji części pierwszej, zatytułowany swego czasu, nomen omen, "Pieniądz nie śpi", w którym to prawdziwi finansiści przyznawali z rozbrajającym uśmiechem, że za młodu marzyła im się kariera właśnie w stylu Gekko. Za głowę musiał złapać się w tej sytuacji sam Stone, bo dzisiaj poniża swego bohatera, wyraźnie grożąc młodym wilczkom palcem. Dzieci, nie bądźcie zachłanne, bo skończycie jak wujek Gordon.



