Sylwia Gliwa: (Nie)pokorna...
Sylwia Gliwa to aktorka, która swą popularność zyskała dzięki serialowi „Na Wspólnej”. I choć zrezygnowała z produkcji, by poczuć niezależność, to wraca jako odmieniona, bardziej kontrowersyjna Monika Zięba. W trakcie rocznej przerwy Sylwia Gliwa mogła sprawdzić się w fabule „Fenomen”, gdzie wcieliła się w słodką, uwodzicielką studentkę...
- Pamiętasz przygodę z filmem "Fenomen", w którym zagrałaś uwodzicielską studentkę?
Doskonale. Największym fenomenem na planie tego filmu okazał się Włoch Alessandro Bertolucci, który przysporzył kobietom na planie wielu doznań. Zwłaszcza emocjonalno-duchowych uniesień i sporej dawki humoru, bo stał się również obiektem naszych żartów.
- Rozumiem, że wzdychałyście do przystojnego Włocha?
Oczywiście! Nie dało się przejść obok niego obojętnie. Jest magicznie przystojny. Większość kobiet z produkcji wpatrywała się w niego. Na planie filmu "Fenomen" spędziłam jedynie pięć dni, które wspominam z sentymentem. Zwłaszcza zabawy na plaży, kiełbaski z ogniska, nowe znajomości.
- Po roku przerwy wracasz do serialu "Na Wspólnej". Na jakim etapie jest w tej chwili Monika Zięba?
Na etapie romansu (śmiech). Korzeniami tego skomplikowanego związku, w którym znalazła się moja bohaterka jest jej serialowa rodzina. Monika skończyła już trzydzieści lat i chyba czuje, że za długo należała do pokolenia tak zwanych singli. Temat jej samotności i związku jest bardzo ciekawie zarysowany.
- Czyżby w trakcie tej przerwy Monika się zmieniła?
Dla mnie Monika zawsze jawiła się jako dziewczyna, która chciałaby być kobietą. A nadal traktowana jest jak "kobietka". Myślę, że nadszedł w jej życiu moment, gdy zaczęła walczyć z tym wizerunkiem. Ma świadomość swojej kobiecości i atrakcyjności. W tej chwili chciałaby już założyć rodzinę i spędzać czas z jednym mężczyzną. Dosyć ma samotnych śniadań obiadów i kolacji.