










Święty interes (2010)
Ciekawy pomysł castingowy. Dwaj nieświęci święci polskiego kina - Adam Woronowicz ("Popiełuszko. Wolność jest wśród nas") i Piotr Adamczyk ("Karol - człowiek, który został Papieżem") dość przewrotnie zaangażowani zostali do ról braci, którym przyszło rozporządzać należącym niegdyś do Karola Wojtyły - wówczas biskupa, autem. Stara, odziedziczona po ojcu Warszawa okazuje się wartą grube pieniądze relikwią o uzdrowicielskich mocach. Zaczynają się więc kombinacje, którym sprzyja olbrzymie zainteresowanie zabobonnych mieszkańców lokalnej wsi. Jakiż wspaniały, ironiczny punkt wyjścia, prawda? Pary jednak starcza Maciejowi Wojtyszce na kilkanaście pierwszych minut. Szybko okazuje się, że ten początkowo tylko wymierzony w znaną przede wszystkim z małego ekranu ("Plebania", "Ranczo), ale i kina (seria "U Pana Boga...") nieznośną sielankowość polskiej wsi film staje się mało wyrafinowanym uzupełnieniem jej konformistycznego krajobrazu. Wojtyszko tak dokłada kamyki do wypielęgnowanego przez poprzedników ogródka, by przypadkiem ułożonego przez nich stosu nie zburzyć. Całość fabuły rozgrywa się tym samym w myśl starej ewangelickiej prawdy - pierwsi będą ostatnimi, a ostatni pierwszymi.



