Już niedługo na ekrany kin wchodzi film "Święty interes". To zapewne będzie gratka dla wszystkich ceniących talent Piotra Adamczyka i Adama Woronowicza, którzy wcielili się w role głównych bohaterów i bynajmniej nie zagrali ani księdza, ani papieża. Z Piotrem Adamczykiem rozmawiamy o pracy na planie, interesach i listach, które dostaje z Ameryki Łacińskiej.
W filmie "Święty interes" spotkało się dwóch "świętych" - Piotr Adamczyk, odtwórca roli papieża i Adam Woronowicz - filmowy ksiądz Popiełuszko...
(śmiech) Chyba musimy przyzwyczaić się z Adamem do tego rodzaju żartów i też się z nich śmiać. Ale, podobno żart wielokrotnie powtarzany, przestaje być śmieszny dla osoby, której dotyczy.
Czy obsadzenie Panów w takich rolach to celowy zabieg producentów?
Z pewnością. A dla nas aktorów stanowiło to swoiste odcięcie kuponów, mimo że staramy się od tych ról kuponów nie odcinać. Niemniej, grając te role, mieliśmy szansę z siebie pożartować i pokazać odrobinę dystansu.
Film zachęca do obejrzenia nie tylko świetną obsadą, ale także warstwą fabularną...
Rzeczywiście, historia jest ciekawa. Opowiada o dwóch braciach, Leszku i Janku, którzy dziedziczą starą Warszawę. Autem tym podobno niegdyś jeździł Karol Wojtyła. Leszek i Janek, próbują więc ubić na nim świetny interes, który okazuje się jednak zbyt święty.
Rozumiem, że im się nie udaje?
A to trzeba zobaczyć. Pewne jest, że powstał film, który w niezwykle przewrotny sposób prowokuje widzów do dyskusji. Porusza ważne tematy, dotyka wiary, naszego pogaństwa, mówi o społecznych problemach, takich jak in vitro, który to kino dopiero zaczyna podejmować. "Święty interes" proponuje lekką dyskusję, z przymrużeniem oka. To chyba najlepszy sposób, by skłonić widzów do rozmowy po wyjściu z kina. Jeśli śmiejemy się w tym…