



Lata 80. XX wieku, małe miasteczko w Belgii. Trzynastoletni Gunter Strobbe mieszka wraz z ojcem i trzema wujkami w domu swych dziadków. Spokój i cisza nie są tu częstym gościem. Strobbowie to głównie hazardziści, pijacy i kobieciarze, żyjący w atmosferze błogiego lenistwa, nieróbstwa, kłótni, a przede wszystkim zakrapianej alkoholem wyśmienitej i szalonej zabawy. Absurdalne pomysły są tu na porządku dziennym, a im bardziej szalone, tym lepiej, bo wszyscy realizują je z większym zapałem.


Niby wszystko jest dobrze. Wąsaci i brzuchaci panowie są w porządku, ale nie ma co się oszukiwać: to tylko podrabiane europejskie wymoczki ustawione na tle rozchełstanych szczerbatych rajfur Kusturicy, do którego ewidentnie Groeningen nawiązuje.
Van Groeningen patrzy szerzej, potrafi bez ostentacji ale konsekwentnie wydobywać to, co pozornie tylko maskują barwne, naturalistycznie ukazane szczegóły i cudownie bezpośrednie aktorstwo. Wymiar lokalny i wymiar uniwersalny: takie właśnie powinno być kino europejskie.

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!