search

WP.pl (Wirtualna Polska) oficjalnym patronem filmu na DVD


repertuar kin
Wpisz nazwę miasta:
Na co do kina w ten weekend?
Repertuar kin

WYWIADY:

Michał Chaciński: Niech Gdynia nie będzie miejscem promocji przeciętniactwa

Rozmowa z nowym Dyrektorem Artystycznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, Michałem Chacińskim.

- Ogłoszona kilka dni temu lista filmów w Konkursie Głównym wzbudziła kontrowersje. Dwanaście tytułów. To nie za mało? Mieliśmy słaby rok?

NASZA STRONA 36. FPFF w GDYNI

Moim zdaniem to powód do radości, że mamy dwanaście tytułów, które możemy każdemu z dumą pokazać. To udany rok polskiej kinematografii, co widzę po tym, że nie było problemu z wyborem filmów. Do Konkursu Głównego trafiła nasza filmowa ekstraklasa. Tych dwanaście filmów stanowi świetną wizytówkę polskiego kina ostatniego roku, bo widać po nich, że nie mówimy jednym językiem, nie mówimy na jeden temat, nie mówimy w jeden sposób. Są tu filmy, które nie mogłyby powstać bez ogromnej machiny komputerowej postprodukcji i filmy, które za własne pieniądze nakręciło kilka osób, filmy tradycyjne w formie i kino radykalnego eksperymentu, narracje liniowe i narracje asocjacyjne, w których to widz układa we własnej głowie opowieść. Wydaje mi się, że dawno nie było tak różnorodnego roku w polskim kinie.

Czy ten konkurs można było rozszerzyć o kolejne 2-3 tytuły? Oczywiście. Można też było o kolejnych 5-6 tytułów. Albo o kolejnych 10. Zawsze można rozszerzać. Ale moim zdaniem nie wystarczy, żeby film miał po prostu ręce i nogi – musi mieć coś więcej. Na przykład serce, a przydałby się też mózg. W Konkursie Głównym nie ma moim zdaniem miejsca dla takiego sobie przeciętnego filmu, po którym wzruszamy ramionami i idziemy zjeść hamburgera. Żaden z filmów w zakwalifikowanej dwunastce na to nie pozwoli (za co z góry przepraszam gdyńskich sprzedawców hamburgerów).

- A jednak nie sposób zapytać o tych, których na tej liście brakuje. Przed festiwalem co najmniej cztery filmy uchodziły za najbardziej oczekiwane: nowe filmy Agnieszki Holland, Małgorzaty Szumowskiej, Marka Koterskiego i Wojciecha Smarzowskiego. Z tej czwórki tylko ostatnia pozycja znalazła się w Konkursie Głównym.

To dla mnie niemiłe zaskoczenie, że nie wszystkie najlepsze polskie filmy można pokazać w Gdyni. Małgorzata Szumowska nie zgłosiła filmu do konkursu z racji aplikowania na festiwal w Wenecji. Wenecja nie dopuszcza wcześniejszej prezentacji koprodukcji nawet na festiwalu narodowym. Z tego samego powodu w konkursie nie będzie filmu Agnieszki Holland. Z kolei Marek Koterski po prostu nie zdąży skończyć filmu na Gdynię. Obiecał mi jednak, że pojawi się na festiwalu z warsztatem, na którym wyjaśni dlaczego praca nad jego filmem zabiera tak dużo czasu i przedstawi przykładowe gotowe już sceny z filmu. Ma do opowiedzenia fascynujące rzeczy.

- W selekcji konkursowej nie znalazł się także kryminał Jacka BromskiegoUwikłanie”.

To inny przypadek. Jacek Bromski wycofał festiwalowe zgłoszenie filmu przed końcem selekcji. We wspólnej rozmowie uznaliśmy, że z jednej strony nieprzejrzysta jest sytuacja, w której prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich, współorganizator festiwalu, zatwierdzający jury i konkursową selekcję, zgłasza do Gdyni swój film. Z drugiej strony, prezes Bromski stwierdził, że wycofanie jego filmu zwiększy szanse innych twórców – zwłaszcza debiutantów – na udział w Konkursie Głównym. Dyskutowaliśmy szczególnie o jednym filmie, który rzeczywiście trafił ostatecznie do konkursowej dwunastki – o „Ki” Leszka Dawida. Odebrałem to jako gest filmowca, który nie musi się ścigać z debiutantami i może pozwolić sobie na luksus spojrzenia z boku i poparcia filmu, który sam ceni. Natomiast „Uwikłanie” zostanie w Gdyni pokazane poza konkursem, na specjalnym pokazie w Teatrze Muzycznym w piątek wieczorem.

- Powtórzę zarzut, który usłyszałam w radio: Konkurs Główny to lista artystycznych dokonań naszych twórców, a nie przegląd naszego kina. Brak tu tzw. kina dla ludzi, oglądanego przez widzów.

Po pierwsze, Konkurs Główny nie ma być przeglądem. Ma być witryną dla najlepszych dokonań polskich filmowców. Po drugie, nie rozumiem zarzutu o braku w konkursie „kina dla ludzi”, jeśli w selekcji mamy dwa filmy, których kinowa frekwencja grubo przekroczyła pół miliona widzów.

Faktycznie, słyszałem w radio konsternującą wypowiedź, że Gdynia nie jest prawdziwym przeglądem polskiego kina, bo brak w niej na przykład hitu „Och Karol 2”. Podpowiem na przyszłość przydatne pytanie dziennikarce, która nie zadała go swojemu rozmówcy: „Może akurat tego filmu twórcy nie zgłosili?”. Modlę się, żeby w ciągu najbliższego roku polscy filmowcy nakręcili pięć świetnych komedii, pięć mocnych horrorów i pięć kryminałów na światowym poziomie. W tym roku nie dali rady. Dlatego Konkurs Główny to raczej filmy poważne, z artystycznymi ambicjami. Na szczęście widownia pokazała, że i takie polskie kino potrafi tłumnie docenić.