


Scenariusz do filmu "Skóra, w której żyję" Almodovar oparł na powieści "Tarantula" Thierry'ego Jonqueta. Wybitny chirurg plastyczny, doktor Ledgard, pracuje nad stworzeniem nowego rodzaju tkanki skórnej w oparciu o terapię komórkową. Jego ukochana żona spłonęła w samochodzie, który zapalił się po wypadku.


Art house spotyka grind house [DVD] - Grzegorz Kłos









Narracyjne podobieństwo to nie jedyne, co łączy „Skórę…” z poprzednimi filmami reżysera. Mimo że Almodovar zdecydował się na odwołanie do konwencji kina grozy, to z łatwością można dostrzec charakterystyczne elementy jego stylu. Jak zwykle mamy do czynienia z postmodernistyczną zabawą kliszami i gatunkami - telenowelowy dramatyzm miesza się tu perwersją, misternie budowany suspens z akcentami humorystycznymi. W jednej ze scen reżyser cytuje nawet samego siebie, dając jasno do zrozumienia, że papierowy pierwowzór historii traktuje niezwykle pretekstowo, a całość mocno zakotwiczona jest w jego twórczości.
Marzenia i fantazje chirurga plastycznego - Łukasz Szulc









W swoim najnowszym filmie, będącym adaptacją powieści Thierry’ego Jonqueta, Pedro Almodovar sięga do mitu o doktorze Frankensteinie. Jest to oczywiście uwspółcześniona wersja, biorąca pod uwagę najnowsze osiągnięcia medycyny i rozwój badań genetycznych, ale schemat pozostaje ten sam. Mamy tu szalonego (choć prawdę mówiąc akurat jest on bardziej opanowany) naukowca, pragnącego stworzyć zupełnie nowego człowieka z… ale to pozostawmy tajemnicą.
Moje ciało to złota klatka - Anna Tatarska









Król melodramatu zmienia kierunek: poprzedni film Almodóvara „Przerwane objęcia” był klasycznym dreszczowcem; najnowsze dzieło hiszpańskiego mistrza, to - jak mówi sam autor - „horror, ale bez krzyków i straszydeł”. W „Skórze w której żyję” pobrzmiewają także echa thrillera medycznego i filmów sci-fi.

(2)

A moim zdaniem to jest właśnie film o zgrzytach: między tym, co wewnętrzne a tym, co zewnętrzne, między oczekiwaniami innych a naszymi motywacjami, miedzy pragnieniem a rzeczywistością... Kontrasty w filmie dlatego aż zgrzytają, a nam wcale się to nie podoba. Tak naprawdę więc wszystko, co widzimy - i w swoim lenistwie często na tym poprzestajemy, bo tak nam pasuje, tak jest wygodniej - to tylko "skóra". A ona bywa złudna...
Zgadzam sie w 100% z recenzja. Po obejrzeniu filmu mialam za duze zgrzyty - ta recenzja doskonale je opisuje :)
film jest rewelacyjny, szokuje, zaskakuje, Warty zobaczenia



Osoby, którym podobał się film "Skóra, w której żyję", wysoko oceniły także:

