Anna Tatarska
13:21, 27 grudnia 2011
Bardzo podoba mi się szczerość i dystans, z jakimi Allen zrealizował ten (pseudo?)pean na cześć Paryża – miasta jednocześnie magicznego i przereklamowanego. To lukrowany, lekkostrawny obrazek, który ogląda się z radością, a jednocześnie ironiczne przedstawienie funkcjonowania stereotypów i moralno-etycznej labilności, właściwej gatunkowi ludzkiemu. „O północy w Paryżu” to nie „Annie Hall” - ale od tego kierunku Allen odzwyczaił nas już jakiś czas temu. Cieszy, że po rozczarowującym „Poznasz przystojnego bruneta” Woody znów czaruje, mamrocząc pod nosem milion słów na minutę - a zaklęcie działa.