


"Blue Valentine" opowie o dwojgu ludzi, których miłość zostaje wystawiona na próbę. Bohaterowie odkrywają, że znajdują się w dwóch całkiem różnych momentach życia i coraz mniej ich łączy. Scenariusz do dzieła napisali Derek Cianfrance, Cami Delavigne i Joey Curtis.


Miłość odnaleziona, miłość stracona - Piotr Pluciński









Najlepszy – moim skromnym zdaniem - amerykański film roku 2010, największy nieobecny tegorocznej gali oscarowej (nominowano go tylko w kategorii „najlepsza aktorka”), wyświetlany m.in. podczas Sundance i w Cannes. Film o niebywałym potencjale marketingowym z pięknymi, młodymi i pożądanymi – Ryan Gosling i Michelle Williams – w rolach głównych, śmiało jednoczący sobie publiczność i krytykę. A jednak… zainteresowania dystrybutorów nie wzbudza. W Stanach wprowadzony został na ekrany na ostatnią chwilę, 29 grudnia zeszłego roku. Na marnych 450 kopiach zarobił niezłe 9 milionów dolarów. W Polsce… Cóż, w najbliższym czasie na pewno go nie zobaczymy. Mało znany dokumentalista i autor krótkometrażówek Derek Cianfrance zadebiutował filmem zaskakująco dojrzałym. Okazał się szczerym facetem, którego nie interesują tanie filmowe chwyty. Nawet zabieg tak ostentacyjny, jak dwutorowość fabuły - teraźniejszość przeplatana z przeszłością - nie jest u niego furtką do narracyjnego czy dramaturgicznego efekciarstwa. „Blue Valentine” dzieli się na dwie odległe przestrzenie czasowe, ale są one sobie nawzajem absolutnie niezbędne. Teraźniejszość zawarta zostaje w jednej dobie, przeszłość – w kilku miesiącach. Pierwsza wynika z drugiej, być może wciąż nią jest. Nie ma tu wyraźnego spoiwa – tego jednego momentu, w którym „wczoraj” przeszło w „dzisiaj”. W oderwaniu od filmowej fikcji, to nigdy nie jest jeden moment.

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!