Rozmowa z Akim Kaurismäkim
Christine Masson: Skąd się wziął pomysł Człowieka z Hawru? Czy była to twoja odpowiedź na sytuację europejskich imigrantów, czy może po prostu miałeś ochotę nakręcić kolejny film we Francji?
Aki Kaurismäki: Pomysł na film narodził się już kilka lat temu, ale nie wiedziałem, gdzie go zrealizować. W zasadzie akcja mogłaby się rozgrywać w dowolnym europejskim kraju (no może z wyjątkiem Watykanu). Biorąc pod uwagę sytuację na naszym kontynencie naturalne wydawały się Grecja, Hiszpania lub Włochy, które mają (delikatnie mówiąc) w tej chwili najtrudniejszą sytuację społeczną i polityczną. Ruszyłem jednak w podróż przez Europę i znalazłem w końcu idealne miejsce akcji mojego filmu. Było to miasto bluesa, soulu i rock’n rolla, a więc właśnie Hawr.
Z Francją kojarzone są hasła „Wolność, Równość, Braterstwo”. Zdaje się, że w swoim filmie postanowiłeś opowiedzieć tylko o tym ostatnim.
Pozostałe dwa wydawały mi się zawsze zbyt utopijne. Ale „braterstwo” między ludźmi jest możliwe. Nawet we Francji.
Braterstwo i solidarność łączy tu mieszkańców rybackiej dzielnicy Hawru, którzy wspólnie postanawiają pomóc młodemu uciekinierowi. Powiedzmy szczerze, że w realnym życiu to się nie zdarza.
Wierzę, że jednak tak. Inaczej żylibyśmy już w „społeczeństwie mrówek”, o którym wiele razy wspominał Ingmar Bergman.
Odnoszę wrażenie, że im więcej na świecie przemocy, tym więcej w tobie wiary w gatunek ludzki. Postanowiłeś nagle zostać optymistą za wszelką cenę?
Odpowiem tak: zawsze wolałem przewrotne wersje bajek, w których to Czerwony Kapturek zjadał wilka, a nie na odwrót. Jednak w prawdziwym życiu wolę wilki niż bladych garniturowców z Wall Street.
Czy pisząc scenariusz spotykałeś się z imigrantami?
Nie wtedy, ale przy innych okazjach wielokrotnie.
Osobą, która symbolizuje problem imigracji jest u ciebie mały Afrykańczyk. Młodość jako ikona nadziei?
W moich filmach nie ma żadnej symboliki, ale generalnie młodym ufam bardziej niż ludziom w moim wieku (choć nie jesteśmy w końcu jeszcze tacy starzy). Z pewnością bezgranicznie ufałem Blondinowi Miguelowi, wierzyłem, że poradzi sobie z tą rolą.
W Człowieku z Hawru pojawiają się aktorzy spoza grupy twoich stałych współpracowników – na przykład Jean-Pierre Darroussin. Jednak oglądając go ma się wrażenie, że grał u ciebie od zawsze.
Zawsze kręcił się gdzieś w pobliżu, ale nigdy nie wpuszczałem go na plan. Pozwalałem tylko sprzątać wieczorami studio (śmiech).