Anna Tatarska
W “Kontrabandzie” jest Nowy Orlean, piękny jak zawsze. Oglądamy środowisko przemytnicze: Ci „źli” mają groźne twarze, tatuaże i irlandzki akcent. Ci „dobrzy” - rodziny, poczucie humoru i fuksa. Jest też Kate Beckinsale, której w blond włosach jest chyba ładniej i umięśniony Mark Wahlberg. Scenarzysta Aaron Guzikowski i reżyser Baltasar Kormakur mieli najwidoczniej głębokie przekonanie, że to wystarczający materiał na film. Niestety, panowie, przeliczyliście się. Jakkolwiek od kina komercyjnego niekoniecznie wymaga się wybujałego skomplikowania psychologicznego, a „Kontrabanda” to nie artystyczny dramat obyczajowy, nawet największa ilość dynamicznie zmontowanych sekwencji i ciekawych choreografii mordobicia nie uratuje projektu, któremu brak podstawowej kinowej podbudowy: pomysłu.