search
repertuar kin
Wpisz nazwę miasta:
Na co do kina w ten weekend?
Repertuar kin

Combat girls. Krew i honor (2011)

Recenzja "Mam na imię Nienawiść"

piątek, 27 stycznia 2012 13:44 | dodane przez Anna Tatarska
Ocena Recenzenta:
Średnia ocena:
Ocena 5/5
Oceń recenzję:
Najnowszy film niemieckiego reżysera, Davida Wnendta, tylko pozornie jest opowieścią o środowisku neonazistowskich bojówek. W tej doskonale zrealizowanej, bardzo ciekawej pod względem operatorskim produkcji młodzi fanatycy funkcjonują raczej jako symptom dużo poważniejszej choroby toczącej niemiecki – i nie tylko – naród w ostatnich latach.

Dwudziestoletnia Marisa nienawidzi obcokrajowców, Żydów, policjantów, rządu. Wini wszystkich za rzekomy upadek moralny i gospodarczy swojego kraju. Dziewczyna nosi na piersi tatuaż swastyki wpisanej w nazistowskiego orła. Poziom ostentacji tej światopoglądowej deklaracji odzwierciedla jej obcesowość także na innych polach: Marisa jest zaczepna, pije na umór, bije się, zachowuje poniżej wszelkiej krytyki. Zdaje się, że bojówka to jedyne miejsce, które nadaje życiu Marisy sens. Jednak wybrane i nazwane przez nią obiekty nienawiści to pewnego rodzaju zasłona dymna; w głębi serca Marisa nienawidzi całego świata, a najbardziej samej siebie. Agresja i brutalność, z jaką dziewczyna odnosi się do otoczenia, nie jest wynikiem świadomej kontestacji systemu, a raczej – jak sugeruje reżyser – deficytu dobrych emocji i właściwych wzorców w dzieciństwie i późniejszym życiu. Desperacko chwytając się szans na emocjonalne ciepło, Marisa dojrzewa jako eklektyczna, przypadkowa mozaika sprzecznych uczuć i pragnień.

W filmie Wnendta matki i ojcowie – reprezentujący także opiekuńczy aparat państwowy - zdają się żyć obok swoich dzieci, brakuje im dla nich czasu, cierpliwości. Dzieci są tu dla rodziców wydmuszkami o ładnych buziach, wyznaczonymi do realizacji konkretnych celów. Rodzice, nawet jeśli swoich pociech słuchają, to nie słyszą.

Marisa pielęgnuje dziadka, który jest na łożu śmierci. Nazistowska przeszłość starszego pana jest dość jasno akcentowana od samego początku. W oczach dziewczyny staruszek to ukochany papcio, wspaniały człowiek, który poświęcał jej wiele czasu i uwagi, których tak bardzo brakowało jej ze strony wiecznie zajętej i rozkojarzonej matki. Stosunek Marisy do dziadka automatycznie wynosi ideologię, którą ten wyznaje, na piedestał. Coś, w co wierzy dziadek, nie może być przecież złe.

Autor recenzji:

Anna Tatarska Anna Tatarska Rekwizytor

A TERAZ...

wyslij znajomym  Wyślij znajomym
drukuj  Drukuj

Opinie

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!