


„John Carter” to amerykański film science fiction z 2012 roku w reżyserii Andrew Santona. Obraz powstał na podstawie powieści niezwykle popularnego w Ameryce pisarza Edgara Rice Burroughsa, który stworzył także postać Tarzana. Muzykę do filmu skomponował Michael Giacchino, kompozytor m.in. serialu „Lost: Zagubieni” czy animacji „Odlot”. Za kamerą stanął laureat Oscara Andrew Stanton, reżyser i współscenarzysta jednego z największych hitów Pixara, animacji „Wall-E”. Przy tworzeniu obrazu pomagali mu kierownik produkcji Nathan Crowley, nominowany do Oscara za „Mrocznego rycerza” i „Prestiż” czy Mayes Rubeo, odpowiedzialna za kostiumy w „Avatarze”. John Carter (Taylor Kitsch) to młody weteran wojny secesyjnej, ciężko doświadczony walką na froncie. W niejasnych okolicznościach trafia na obcą planetę. Tam zostaje uwikłany w wielki konflikt między tubylcami, Tarsem Tarkasem (Willem Dafoe) i księżniczką Dejah Thoris (Lynn Collins), która desperacko potrzebuje jego pomocy. W świecie na skraju zagłady, Carter odzyskuje wiarę w siebie, i rozpoczyna walkę, od której zależy los Barsoom i jej mieszkańców.


Pradziad superbohaterów - Tomasz Pstrągowski - komiksomania.pl









Trudno przecenić znaczenie Johna Cartera dla współczesnej kultury masowej. Powołany do życia w 1912 roku był protoplastą dzisiejszych superbohaterów. Nie posiadał wprawdzie tajemnych mocy ani mutacji, ale dzięki słabszej grawitacji Marsa mógł się cieszyć niezwykłą siłą i skocznością. Analogia do pochodzącego z Kryptona (i z 1938 roku) Supermana nasuwa się sama. Pod tym względem obraz wytwórni Disneya przypomina stare kino fantastyczne i przygodowe. Dużo tu prostej zabawy, łatwego dramatyzmu (jest nawet patetyczna przemowa odmieniająca losy wojny) i imponowania widzowi efektownymi scenami akcji. Grany przez Kitscha Carter jest straszliwie przewidywalny, ale fani gatunku powitają go jak starego przyjaciela - nie przejmując się tym, jak łatwo przejrzeć jego zawadiackie uśmiechy, teksty twardziela i skryte pod nimi dobre intencje. Nieco bardziej skomplikowano księżniczkę Dejah Thoris. Nie jest to bezwolna dziewoja, czekająca ratunku, ale inteligentna, dowcipna i odważna kobieta, zdolna do największych wyrzeczeń w imię wyższego dobra. Świetnie uzupełnia ją, królująca na drugim planie, Sola (głosu użycza jej Samantha Morton) - niezdarna kosmitka, która bardzo się stara.

Jest to jeden z nielicznych filmów które obejrzę więcej niż jeden raz
film trwa ponad 3 godziny i zapewniam że niema nudy, wszystko pięknie zgrane... to było jak uczta dla moich oczu
mozecei pisac ile trwa film bo sa tytuly z czasem lubb wogole go sie nie podaje.
za wyjątkiem głównych bohaterów i świata w którym rozgrywa się akcja filmu, nie ma on nic wspólnego z książkami Burroughs'a. niestety. a szkoda, bo choć efekty wizualne są niczego sobie, i dobór aktorów odgrywających główne role jest wg mnie trafny, to sama fabuła nie trzyma się kupy... znacznie ją uproszczono, a do tego wprowadzono elementy zupełnie nieobecne w książkach co z kolei powoduje że nie wiadomo dlaczego bohaterowie podejmują takie a nie inne decyzje, nie trudno to w sposób logiczny wytłumaczyć. podobnie sprawa miłości i politycznych reperkusji czyów Cartera - wogólnie ich nie ma...wszystko dzieje się szybko i trochę tak bez składu i ładu.
Miła, łatwa i przyjemna rozrywka na weekendowe popołudnie. Ktoś kto lubi fantastykę, klimat Dune, będzie się dobrze bawił. Moja ocena to 6,5-7/10.



Osoby, którym podobał się film "John Carter", wysoko oceniły także:

