


Brandon (Michael Fassbender), 30-latek, atrakcyjny singiel z Nowego Jorku nie potrafi zapanować nad swym życiem erotycznym. Sytuacja jeszcze bardziej wymyka się spod kontroli, kiedy niespodziewanie wprowadza się do niego siostra (Carey Mulligan). Nominowany do Złotych Globow, pulsujący emocjami dramat erotyczny Steve'a McQueena bada naturę seksu, bliskości i związków we współczesnym świecie.


Eros i Tanatos w pustym domu - Anna Tatarska









Dla Fassbendera ciało nie jest fetyszem, a narzędziem. Gra "na przekór" swojej fizjonomii, jest bezpruderyjny, nie boi się. Może być brzydki, odpychający, niemęski. Przedstawienie potencji jako brzemienia, choroby, to zamach na dominujący mit mężczyzny, jurnego-ogiera, Casanovy, który zdobywa uznanie uwodząc i porzucając kobiety. Seks jawi się tu jako patologiczna obsesja, klątwa zniewalająca nie tylko ciało, ale i umysł. Więzień seksualnego nałogu Brandon to postać, która ze względu na swój chłód i maniakalny charakter przypominająca nieco Patricka Batemana z "American Psycho". Wrażenie emocjonalnego dystansu do bohatera, który w pewnym sensie przypomina preparat na laboratoryjnym szkle, wzmagają sterylne, wyprane z jakichkolwiek prywatnych tropów przestrzenie, w jakich dzieje się film.
Seks. Kino. Teraz. - Katarzyna Kasperska









Najnowszy film Steve'a McQueena "Wstyd", to nie tyle obraz samotnego człowieka sukcesu, który stara się być samowystarczalnym (w każdym znaczeniu tego słowa), ale przede wszystkim gorzki obraz konfrontacji ofiary z drapieżnikiem. Nie o uwiedzionych kobietach tu mowa, a o siostrze... W lubieżnym życiu głównego bohatera pojawia się młodsza siostra, równie nieszczęśliwa i samotna, co nasz seksualny predator. Jedno błaga o pomoc, drugie dąży do autodestrukcji. W bardzo krótkim czasie to skołatane rodzeństwo zamieni się rolami. Jednak zanim to nastąpi wydarzy się zbyt wiele stosunków i rozpaczliwe smutnych happy endów.

Fantastycznie zagrana rola głównego bohatera, nie można oderwać od niego oka, wielka tajemnica...już dawno żaden film nie wzbudził we mnie tylu różnych emocji. Kluczowe słowa w tym filmie wypowiedziane przez siostrę do brata "my nie jesteśmy źli my przyszliśmy ze złego miejsca", dają wiele do myślenia. Ci ludzie potrzebują pomocy. Wiele złego mogło się dziać w ich dzieciństwie. Chwilami się nienawidzą, chwilami są od siebie uzależnieni. Nie boją się swojej nagości i intymności to też o czymś świadczy. Myślę że obraz wyraźnie wskazuje że oni nie są źli, pokazuje jak wielką rolę odgrywa rodzina w życiu dziecka i młodego człowieka. Pokazuje jak wielki wpływ ma na dorosłe życie. Ta dwójka ludzi jest wyraźnie pokrzywiona i dzieje się nie dlatego, że tak chcą dzieje się tak dlatego, że coś nie tak było w ich młodym życiu. Film według mnie piękny i poruszający do szpiku kości. Jeśli chodzi o ilość seksu w filmie myślę, że dokonano tu celowego zabiegu. Dlaczego tylko głównemu bohaterowi ma być ciężko...
Współczesny aktor nie jest w stanie zrobić kariery, jeśli nie rozbierze się, nie przeklina (film polski), czy nie udaje, że odbywa stosunek. Ich poziom jest tak denny, że nie są w stanie odegrać interesującej roli, takiej, aby mądrych ludzi zafascynowali i skusili na pójście do kina. To grupa dna - alkoholicy, "biorący" różne dawki czegoś, rozwodnicy, zło zła. Takich jest zdecydowana większość.
Obiecałem pewnej pani ,która prowadzi Zebrania Anonimowych Alkocholików ,że jak wygram dużo w Lotto to napewno zgłosżę się na leczenie z uzależnienia od sexu bo tylko bogaci sa niby uzaleznieni od sexu ,biedni są skazywani za gwałty .




