


"Poza szatanem" to najnowsze dzieło Bruno Dumonta, autora nagradzanych w Cannes "Flandrii i Ludzkości". Gdzieś w okolicach Boulogne-sur-Mer, na francuskim wybrzeżu Kanału La Manche, w szałasie na wydmach mieszka mężczyzna. Chodzi po okolicy, pali ognisko, poluje. Od czasu do czasu klęka, modli się, wpatruje się w horyzont. Towarzyszy mu dziewczyna z wioski, którą zdaje się chronić. Nie stroni przy tym od drastycznych środków. Z tą samą kamienną twarzą dokonuje aktów przemocy i czyni cuda. Czy jest postacią anielską czy demoniczną? Wcieleniem zła, które zamieszkuje okolicę czy przeciwnie – tym, który może je pokonać?


Przydrożny święty - Anna Tatarska









Zdeklarowany ateista, który wierzy w Sacrum i chętnie sięga po religijne odniesienia. Filozof, który szuka ducha pod powierzchnią banalnych przedmiotów i sytuacji. “Poza szatanem” Bruno Dumonta to kolejny filmowy etap na drodze do ukazania ewolucji jego bohaterów, “którzy na drodze do boskości muszą przekroczyć obrzędy i figury religijne”. Jego filmowe uniwersum to niezwykle przemyślany i świadomy ideologicznie konstrukt, a występujące w kolejnych tytułach postaci, bardziej niż autonomicznymi bohaterami są, jak mówi Dumont „przedstawieniami, które reprezentują inne części istoty ludzkiej”.

Niestety widziałem ten film. Przyznaję, że jestem bardzo sceptyczny w stosunku do kina 'artystycznego'. Obraz ten początkowo intrygował, ciekawił. Była jakaś tajemnica, klimat, a potem... nic. Od sceny z zabiciem zwierzęcia, wszystko zaczęło pękać w szwach. Długie monotonne ujęcia, brak akcji - niby wyznaczniki kina 'wyższego', tutaj odniosłem wrażenie, że służą tylko i wyłącznie stylizowaniu się na takie kino. Streszczając: dało się opowiedzieć całą tą historię w ciągu 15 minut, ale reżyser uznał, że będzie to "sztuka dla sztuki" i tak właśnie powstało "poza szatanem". Chyba jednak nie zostanę fanem Bruno Dumonta.




