Tomasza Stockingera spotkaliśmy jak zwykle na planie "Klanu". Tym razem serialowy doktor Lubicz pojawił się tam w towarzystwie młodej, atrakcyjnej lekarki. Teraz wszyscy się zastanawiają czy scenarzyści postanowili zburzyć idealny wizerunek doktora Lubicza i czy będziemy świadkami romansu na ekranie.
Słyszałem pogłoski, że w życiu doktora Lubicza szykuje się romans. To prawda?
Są takie pogłoski, ale aktorzy nie są informowani, co dalej wydarzy się z ich bohaterami. Nie mogę więc temu ani zaprzeczyć, ani tego potwierdzić, bo sam nic nie wiem! Czasami przychodzę na plan i dopiero wtedy dostaję do ręki scenariusz sceny, którą mamy za chwilę zagrać. Myślę, że scenarzyści też tego nie wiedzą do końca, a konstruowanie takiej przygody, jak romans, byłoby w przypadku doktora Lubicza decyzją bardzo odważną. Nikt nie podejmie pochopnie takiej decyzji, tylko po to, aby robić sensację. Na razie gramy to co jest w scenariuszu, czyli sympatię między dwojgiem ludzi, ale bez podtekstów damsko-męskich.
Wysłuchaj wywiadu w formacie mp3
Ale przed chwilą sam widziałem, jak nowa, młoda lekarka, która niedawno pojawia się w serialu, zwierza się doktorowi Lubiczowi ze swych kłopotów małżeńskich...
Jesteśmy dorosłymi ludźmi, którzy mają prawo się przyjaźnić, to nie musi od razu oznaczać romansu i skandalu. Podoba mi się przygoda Lubicza z kupnem dworku w Topolinie i nie do końca nazwana sympatia ze strony młodej, prowincjonalnej lekarki. To wszystko przydaje nowego koloru postaci przeze mnie granej. A Karina Kunkiewicz, która wciela się w postać młodej pani doktor to urocza aktorka i dobrze mi się z nią gra. Prywatnie lubię las, działkę, gospodarskie zajęcia przy domu i taki rozwój wydarzeń bardzo mi odpowiada.
Młoda lekarka u boku doktora Lubicza, który zawsze był ostoją moralności i wierności małżeńskie chyba zbulwersuje widzów?
Zbulwersowałaby, gdyby do czegoś doszło między nimi. Na razie nic nie wskazuje na skandal, choć szaleńcza miłość może się zdarzyć w każdym wieku, wtedy taki płomień pali i niszczy wszystko dookoła. Jednak nie sądzę, aby tak to sobie zaplanowali scenarzyści, bo więcej byśmy na tym stracili niż zyskali.
Nie ma pan pokusy, żeby po tylu latach zburzyć ten idealny wizerunek doktora Lubicza?
Miałem różne pokusy, a po głowie chodziły mi różne pomysły, ale taką mam rolę. Gram to, co napisali scenarzyści, więc moje pomysły czy zachcianki nie mają tu wielkiego znaczenia. Moja postać idzie utartą drogą nieskazitelności, prawości i szlachetności, co z jednej strony jest atutem doktora Lubicza, ale też zamyka inne możliwości, moje i scenarzystów. Mam wrażenie, że gdybyśmy za bardzo narozrabiali z tą postacią, to dla jakiegoś krótkotrwałego efektu zapłacilibyśmy wysoką cenę. Jeżeli polegamy na kimś w życiu, to chcielibyśmy, aby trwało to jak najdłużej. Rozczarowanie i zawód inną osobą jest przykrym uczuciem.
Ciężko być taką ikoną dobra w życiu? Domyślam się, że widzowie często biorą pana za postać z serialu i utożsamiają z doktorem Lubiczem?
Nie przesadzajmy z tym utożsamianiem. Jestem rozpoznawalny, ludzie traktują mnie z sympatią, ale dlaczego mieliby mnie brać za lekarza? Tak naprawdę rzadko jestem tu pokazywany jako lekarz, głównie jako ojciec i mąż.
Ale pana bohater jest lekarzem, bogatym właścicielem kliniki?
Muszę powiedzieć, że po cichu zazdroszczę serialowemu dyrektorowi Rozwadowskiemu, który stawia już kolejną klinikę. Jestem dojrzałym mężczyzną i też chciałbym mieć w życiu coś konkretnego. On ma swoje prawdziwe imperium, choć to ciężka praca i odpowiedzialność, to dzięki temu ma poczucie spełnienia i wielkiej satysfakcji. A zawód aktora jest bardzo ulotny i nierzeczywisty. Czasami brakuje mi tej konkretnej strony życia.
Chyba nie żałuje pan tego, że został aktorem?
W życiu przychodzą do głowy różne myśli, czasami pojawiają się chwile zwątpienia i rozgoryczenia. Oczywiście nie wolno mi narzekać, bo przez wielu odbierany jestem jako aktor spełniony i człowiek sukcesu. Myślę jednak, że u dojrzałych aktorów powszechna jest tęsknota za czymś konkretnym. Stąd biorą się pomysły na to, żeby wrócić do teatru, zagrać coś poważnego, zająć się reżyserią czy produkcją. Takie są naturalne tęsknoty dorosłych panów.