search
Nagrody
tape

Orły

2 nagrody

3 nominacje

Złote Lwy - Gdynia

2 nagrody


kamienie milowe
tape

2010 dwa filmy z udziałem Chyry: "Mistyfikacja" oraz "Trick".

2009 wystąpił w filmie "Magiczne drzewo" oraz "Wszystko, co kocham".

2007 zagrał w filmie Andrzeja Wajdy pt. "Katyń".


WYWIADY:

  • Zakochany komornik

Zakochany komornik

Był już bezwzględnym zbirem w „Długu” i przechodzącym przemianę „Komornikiem”. Teraz w „Samotności w sieci” Andrzej Chyra zagra zakochanego w Magdalenie Cieleckiej internautę.

Trudno być przez całe życie rozsądnym.

Czy filmowy Jakub z „S@motności w sieci” jest bardzo bliski postaci z książki?

– W jakimś stopniu jest bliski, w końcu to adaptacja. Oczywiście niedosłowna. Książka jest tak pojemna, zawiera tyle wątków, retrospekcji, że siłą rzeczy w filmie jest ich dużo mniej, ale główna oś fabularna została zachowana. Jakuba gram ja, więc przefiltrowuję ją przez siebie. Spodziewam się, że dla niektórych będę postacią bardzo bliską literackiemu pierwowzorowi, dla innych zupełnie odległą, to naturalne. Sama fabuła filmu jest o wiele uboższa, więc pewnie sporo osób będzie rozczarowanych. Mam nadzieję, że powstanie dobry melodramat.

A Panu Jakub jest bliski? Czy to bardzo odległa postać?

– Nie. Nie bardzo odległa, aczkolwiek nie miałem w swoim życiu tak dramatycznych przeżyć jak on. Zajmuję się czymś innym, chociaż też poświęcam swojej pracy dużo czasu i pasji. Może jestem trochę młodszy? Jakub to współczesna postać, więc dotykają nas podobne rozterki.

Łatwiej zagrać postać taką, jak Gerard z „Długu” albo Lucek z „Komornika” czy też spokojny charakter? Które role Pan woli?

– Nie wiem, czy Jakub jest taki spokojny. Lubię postaci, które są niejednoznaczne, które mają w sobie jakąś tajemnicę, przestrzeń. Myślę, że Jakub jest taką właśnie postacią, chociaż o wiele spokojniejszą.

I ma lepsze serce?

– Może, ale też spotykamy go w innych okolicznościach. I w końcu chodzi tu o sprawy sercowe. A tamci robią przede wszystkim interesy.

Trudniej jest zagrać kogoś zupełnie przeciwnego sobie czy właśnie kogoś o podobnym usposobieniu?

– Nie ma reguły. Jeśli postać jest dobrze skonstruowana, umocowana dramatycznie, prawdziwa, to choćby była nie wiem, jak odległa, lepiej się ją zagra niż postać pozornie bliską, ale źle napisaną w słabym scenariuszu. Oczywiście, są role dobrze napisane, które trudno zagrać, ale jeszcze trudniej z niczego zrobić coś i nadać życie; sprawić, żeby była przekonującą postać, która nie daje się zidentyfikować, która jest słaba.

Woli Pan grać w filmie czy w teatrze?

– Lubię i to, i to. W zależności od momentu. Gdy długo gram w filmie, bardzo tęsknię za teatrem. Gdy dłużej pracuję w teatrze, marzę, by poszaleć w filmie. Repertuar teatralny jest zazwyczaj ciekawszy niż filmowy. Współczesne scenariusze rzadko są dobre. W teatrze wystawia się sztuki, które przefiltrował czas. Teksty Szekspira, Czechowa, Moliera czy Eurypidesa są tak pojemne, że o dziwo, mogą być zawsze bardzo aktualne i atrakcyjne. Na tym polega ich siła. W teatrze więc myśli się i pracuje w sposób rozwijający. W filmie rzadko się to zdarza. Jednak w tym roku udało mi się zetknąć z dobrymi reżyserami i z ciekawymi tekstami. Zwłaszcza film „Wszyscy jesteśmy Chrystusami” Marka Koterskiego, w którym wspólnie z Markiem Kondratem gram rolę Adasia Miauczyńskiego, jest interesujący. Jest chyba mocniejszy niż „Dzień świra”.