search
repertuar kin
Wpisz nazwę miasta:
Na co do kina w ten weekend?
Repertuar kin
Nagrody
tape

Oscary

2 nominacje


Gniew oceanu (2000)

Recenzja "No i sie rozgniewał"

środa, 19 sierpnia 2009 11:18
Ocena Recenzenta:
Brak średniej oceny.
Oceń recenzję:
W oryginale „Perfect Storm”, co w terminologii meteorologów oznacza zupełnie wyjątkowe usytuowanie prądów powietrznych, zapowiadające idealny wręcz sztorm. Coś jakby katastrofa zaprogramowana przez komputer. Taki „perfekcyjny sztorm” przeszedł nad wschodnim wybrzeżem Stanów Zjednoczonych w końcu października 1991 r., w czasie święta Halloween.

Nawałnica, której nawet nie zdążono nadać imienia, spowodowała ogromne straty, między innymi zaginął kuter „Andrea Gail” z sześcioosobową załogą na pokładzie. Losy nieszczęsnych rybaków łowiących mieczniki, którzy wypłynęli w swój ostatni rejs z portu Gloucester w stanie Massachusetts, opisał Sebastian Junger w książce, która szybko stała się bestsellerem. Ekranizacji książki podjął się Wolfgang Petersen, który z żywiołem morskim zmierzył się już przed laty w swym głośnym, nominowanym do Oscara, filmie „Das Boot”. Tutaj też należycie wywiązał się z powierzonego mu zadania.

W recenzjach z „Gniewu oceanu” pisze się najczęściej o niesamowitych efektach specjalnych, i słusznie, ponieważ są to osiągnięcia doprawdy szczytowe: chwilami mamy wrażenie, że sala kinowa faluje wraz z kutrem, na którym dzielni rybacy walczą do upadłego z gniewnym oceanem. Choć prawdą jest również to, iż z czasem nadmiar efektów zaczyna nużyć i kolejne fale przelewają się przez ekran nie robiąc wrażenia. Ale cały czas pozostają walczący z „gniewem oceanu” ludzie, sześciu mężczyzn, których poznaliśmy i polubiliśmy w prologu (tylko w filmach amerykańskich potrafią scharakteryzować bohatera za pomocą kilku banalnych scenek).

Dowodzi nimi Billy Tyne (George Clooney), który w czasie tego straceńczego rejsu awansuje z prostego szypra do grona najsławniejszych kapitanów pływających kiedykolwiek po morzach i oceanach. Koniec filmu znamy z góry, a jednak, przyzwyczajeni do poetyki hollywoodzkich filmów katastroficznych, daremnie czekamy, iż może jednak nastąpi happy end. Trudno w tym momencie nie pomyśleć o katastrofie „Kurska”. Zapewne za dwa, trzy lata powstanie film o rosyjskiej łodzi podwodnej tonącej na Morzu Barentsa. Kto napisze scenariusz?
Wader

A TERAZ...

wyslij znajomym  Wyślij znajomym
drukuj  Drukuj

Opinie

Ocena: 0 [0]
~Luis [2009-12-26 22:29]

gniew oceanu
nudy- chyba tylko dla kogoś kto lubi Clooneya a i tak słabo gra.

odpowiedz