Bez wątpienia to jego pięć minut w świecie filmu. Marcin Bosak właśnie skończył zdjęcia do komedii Łukasza Karwowskiego, „Mała wielka miłość”. Zagrał u Agnieszki Holland i ma nadzieję na dalszą współpracę. W serialach dostaje coraz ciekawsze role, jak na przykład postać asystenta premiera w „Ekipie”. A co do powiedzenia na ten temat ma sam Marcin Bosak?
Mateusz Bonowicz z "Ekipy" to bardzo interesująca postać: młody, ambitny, odnoszący sukcesy. Jakie cechy Marcina Bonowicza lubi Pan najbardziej?
Hmm, to bardzo trudne pytanie, gdyż mam wrażenie, że czasami aktor nie ma świadomości niektórych cech swojej postaci. Bardzo często się zdarza natomiast, że widz lepiej rozczytuje, jak ktoś kreuje postać. Ale jeśli miałbym mówić o pozytywnych cechach Mateusza, po pierwsze zwróciłbym uwagę na oddanie swojemu szefowi.
A bardzo imponujące, ale pragmatyczne cechy, jak to, że Mateusz Bonowicz władał paroma językami, był w trakcie robienia doktoratu, jego promotorem był premier? Nie można nie wspomnieć o jego błyskotliwości.
Oczywiście, ma Pani rację. Powyższe cechy zawsze podnoszą rangę i wartość człowieka. Jednakże z drugiej strony, doktorat nie jest rzeczą, która mnie przekonuje. Mimo to przyznaję, że bardzo cenię ludzi, którzy mają wyższy stopień naukowy. Natomiast duże wrażenie faktycznie robiła na mnie znajomość kilku języków. Myślę, że każdy człowiek byłby bardzo szczęśliwy, gdyby posiadał powyższą umiejętność.
Czy chciałby Pan, żeby Polska miała takiego premiera, jakim był premier Turski?
Tak. Dobrze by było, jakby ludzie, znajdujący się u władzy nie skupiali się na samym fakcie rządzenia. Uważam ponadto, że odpowiednie stanowiska powinni zajmować odpowiedni ludzie, to znaczy wykształceni w tym kierunku specjaliści od konkretnych zagadnień, pochylający się tylko nad nimi. Nie twierdzę jednak, że nie jest to tendencja, która już rozpoczęła się w naszym kraju. Mam na to wielką nadzieję.
Czy uważa jednak Pan, że idealista, jakim był Turski, pracownik naukowy, który znał kulisy polityki tylko od strony teoretycznej jest odpowiednim człowiekiem, który ma rządzić państwem?
Jeżeli ma wokół siebie ekipę specjalistów, fachowców w pewnych dziedzinach, którzy potrafią szukać słusznych rozwiązań konkretnych problemów, to dlaczego nie miałby być idealistą i dlaczego jego władza miałaby nie zmierzać w dobrym kierunku?
Jakie w takim razie cechy powinien mieć dobry premier?
To bardzo trudne pytanie. Przede wszystkim w momencie spokoju na arenie międzynarodowej, kiedy nie ma zagrożenia zewnętrznego dla państwa, czy jakichś niepokojów nie musi być tak zwanym wielkim przywódcą, jak powiedzmy Piłsudski, czy ktoś, kto, mówiąc kolokwialnie, weźmie naród „za mordę” i poprowadzi w jakimś kierunku. Myślę, że w momencie historycznym, w jakim jesteśmy obecnie, potrzebujemy kogoś, kto dobrze zarządza zasobami ludzkimi, czyli jak już wczesniej zaznaczyłem: dobiera sztab profesjonalistów i zarządza społecznymi problemami, problemami dotyczącymi, różnych warstw społecznych. Nie da się bowiem ukryć, że jesteśmy społeczeństwem zbudowanym warstwowo. Jeszcze raz podkreślam, że przede wszystkim siła nie leży w jednej osobie, tylko w całym zespole, który potrafi dobrze zarządzać tym, co zostaje im oddane pod opiekę.
Śledzi Pan życie polityczne, bieżące wydarzenia?
Przez ostatni czas, za sprawą mediów nie dało się nie śledzić życia politycznego Polski. Wystarczyło na przykład zajrzeć na portal internetowy i siłą rzeczy zdobywało się informacje, związane z bieżącą sytuacją polityczną. Uważam ponadto, że w ostatnim okresie panował przesyt kreowania mało znaczących zdarzeń, rzeczy nieistotnych. Proporcje trochę się zachwiały. Jednak z moich ostatnich obserwacji wynika, że wszystko zaczyna wracać do normy i zatrzymuje się na rozsądnym poziomie – można bez problemu wywnioskować, jakie zdarzenie ma naprawdę znaczenie.