To zasada, której trzyma się w życiu Weronika Rosati. Aktorka twierdzi, że im mniej ludzie wiedzą o jej życiu prywatnym, tym lepiej. Uważa bowiem, że wówczas jej role będą bardziej wiarygodne. Ostatnio możemy ją oglądać w serialu "Majka". Jak się okazuje poza graniem Weronika Rosati ma jeszcze jedną wielką pasję - pisuje artykuły o gwiazdach starego kina.
Często bierzesz udział w castingach?
Jeśli mój menadżer, z którym współpracuję od czasów "Pittbula", uzna, że powinnam wziąć udział w jakimś castingu, robię to. Jeśli zdecyduje, że nie powinnam czegoś grać, staram się go słuchać. Nie skupiam się jednak na castingach. W tej chwili najważniejsza jest dla mnie "Majka" oraz film Piotra Matwiejczyka "Piotrek trzynastego", w którym zagrałam. Mam w planach kilka projektów, ale one dopiero się klarują. Bardzo się cieszę, że dostałam rolę u Agnieszki Holland w filmie "Ukryci". Od dawna marzyłam, żeby z nią pracować.
Są takie, które już się wyklarowały?
Mogę zdradzić, że zaczęłam pisać artykuły o gwiazdach starego kina. Pierwszy, poświęcony Bette Davis, ukaże się w marcu w piśmie "Hollywood" - dodatku do magazynu "Film". Kocham stare kino. To moja wielka pasja i hobby. Na temat filmów i aktorek z tamtych lat posiadam podobno przyzwoitą wiedzę. To, że została doceniona i zauważona, już powoduje, że jestem bardzo dumna. W ten sposób się spełniam. Ludzie źle mnie oceniają sądząc, że chcę podbić Hollywood. Po przeczytaniu mojego artykułu, będzie można zobaczyć kim jestem. Ludzie nadal mylą mnie z osobą, która nie istnieje.
Dużo przeczytałaś książek na temat historii kina?
Około trzech tysięcy. O Bette Davis siedem książek, w tym trzy po pięć razy, do tego widziałam jej wszystkie dostępne filmy i szukałam w Internecie wywiadów.
Co cię w niej zaintrygowało?
W niej i w paru innych aktorkach. Z Bette Davis utożsamiam się charakterologicznie. Jeśli miałabym powiedzieć, jaką karierę i drogę życia chciałabym mieć, to właśnie taką jak ona. Davis mawiała, że jej życie jest karierą, a kariera życiem. Mogłabym co chwilę ją cytować i podpisywać się pod jej słowami. Kiedy zaczynała karierę, a była w moim wieku, grała same ogony i była z tego powodu bardzo nieszczęśliwa. Chciała się wycofać, ponieważ nie czuła się spełniona w aktorstwie. Tylko jej niesamowita determinacja sprawiła, że jednak została. Jak również wielkie wsparcie psychiczne jej rodziny, zwłaszcza mamy. Nie poddała się.
Warto być zdeterminowanym...
Determinacja to nic złego. Niesłusznie uważa się, że ambitny i zdeterminowany człowiek, jest gotów iść po trupach do celu. To nieprawda! Częściej robią to ludzie próżni, złaknieni sławy i pieniędzy. Dla Bette Davis determinacja była najwłaściwszą i najtrudniejszą drogą - życiową i zawodową. Często mówiła "nie", choć uważa się, że w zawodzie aktora nigdy nie należy mówić "nie". Raz, drugi powiesz "nie" i przestaną ci składać jakiekolwiek propozycje. Aktorka nie ma prawa głosu. Powinna się cieszyć, że w ogóle dostaje coś do zagrania.
Ja bardzo często mówiłam "nie" bezsensownym produkcjom i takim, w których po prostu nie czułabym się dobrze. Wiem, że to mi nie pomogło. Ale to jest moja droga i jej się trzymam.
A Bette Davis?
Przez parę lat w ogóle nie grała. Potrafiła zerwać kontrakt, kiedy rola jej nie odpowiadała. Ale w sumie w swojej 65-letniej karierze zagrała w około 70. filmach, lepszych i gorszych. Bardzo lubię "Co się zdarzyło Baby Jane?" oraz "Jezebel". Wysoko cenię jej film z 1933 roku "Of Human Bondage, w którym nieświadomie zastosowała metodę dziś określaną jako metoda Stanisławskiego lub Strasberga. Zagrała prawdziwą niemoralną kobietę, która w obrzydliwy sposób traktuje mężczyzn. Wówczas wywołało to prawdziwy szok. Zwłaszcza że w scenie śmierci zagrała bez makijażu. Mało tego, aby wyglądać wiarygodnie, przez trzy dni nie spała. Specjalnie do tej roli nauczyła się też akcentu nizin społecznych. Co było czymś wyjątkowym. Aktorzy nigdy tego nie robili, nawet Brytyjczyków grali z amerykańskim akcentem.
Poprzestaniesz na Betty Davis, czy będzie to cykl artykułów o aktorkach...
Mam taką nadzieję. Jako drugą chciałabym przedstawić Jean Harlow. To skandal, że nie jest tak znana jak Marylin Monroe. Uważam, że miała od niej sto razy więcej talentu i wdzięku. Niestety, umarła w wieku 26 lat z wycieńczenia i nieszczęścia. Organizm odmówił jej posłuszeństwa. Zatruła sobie nerki, a jej ciało zaczęło gnić. Tak umarła największa i najpiękniejsza gwiazda tamtych czasów. W każdym filmie była świetna. Potrafiła grać również komediowe role. Od jej czasów nie widziałam tak śmiesznej i wdzięcznej aktorki.
Zobacz także:
ALE WPADKA! PIJANA NA PODIUM
DZIENNIKARKA UBLIŻYŁA NIEPEŁNOSPRAWNEJ
SŁYNNA POLKA NAGUSIEŃKO
CICHOPEK ZATRUDNIŁA SOBOWTÓRA?!