W filmie "Ciacho" Joanna Liszowska wcieliła się w ekscentryczną żonę, która bez reszty zdominowała swego męża. Duet ten to niewątpliwie jedna z najbardziej barwnych par całej produkcji. Prywatnie jednak aktorka uważa, że mężczyzna musi umieć postawić się kobiecie i bronić swego zdania.
- Trzeba przyznać, że w filmie "Ciacho", wcielając się w Madzię, pokazała Pani rogi. Marcin Bosak nie miał nic przeciwko takiemu traktowaniu jego bohatera?
Nie miał wyjścia. Taka rola! Cieszył się, że to tylko gra, a nie rzeczywistość (śmiech). Praca przy tej produkcji była dla nas bardzo zabawna, uśmialiśmy się po pachy! Stwarzając między sobą relacje żony - żywicielki i męża - uległej kury domowej, trudno było się nie śmiać!
- Żona momentami była wręcz tyranem, na przykład wymierzając mężowi cios w głowę. Ze względu na bezpieczeństwo Marcina Bosaka obyło się bez dubli?
(śmiech) Niestety nie, duble oczywiście były. Na szczęście kolega nie ucierpiał. To magia kina.
- Z Marcinem Bosakiem stworzyliście w tej komedii niezwykle barwny duet...
Tym bardziej jestem wdzięczna Partykowi Vedze, że obsadził nas w takich rolach. Zresztą nie tylko nas. Weźmy na przykład Pawła Małaszyńskiego, który zagrał rolę wbrew swoim warunkom, wbrew temu, jak dotychczas był postrzegany. To fantastyczne, czego chcieć więcej? Tylko takiego reżysera i takich ról, dzięki którym aktor pokazuje inną twarz i nabiera doświadczenia. To najlepsza nagroda. Już się cieszę, że planowana jest druga i trzecia część.
- Uważa Pani, że tak pokręcone małżeństwa istnieją?
Absolutnie tak, inaczej obraz ten nie pojawiłby się w "Ciachu". Taki układ damsko-męski, oczywiście nieco podkoloryzowany w filmie, jest odzwierciedleniem dzisiejszych realiów. Coraz więcej kobiet stawia na karierę, a ponieważ jednocześnie chce być matkami, mężowie przejmują role gospodyń domowych. Kiedy moja bohaterka zaczęła być żywicielką rodziny, niezauważalnie nastąpiła drastyczna zmiana w relacjach. Ale, jak widać, jeżeli w związku jest miłość i zrozumienie, da się pokonać wszystkie przeciwności.
- Czy facet nie przestaje być wtedy facetem, a kobieta, kobietą?
Kobieta zawsze pozostanie kobietą. Nie wyzbędzie się pierwotnych pragnień i potrzeb. Zawsze potrzebować będzie mężczyzny z temperamentem, który umie adorować ukochaną, ale też sprzeciwić się jej i postawić na swoim lub samodzielnie podjąć decyzję. Mimo że kobiety współczesne są coraz bardziej niezależne i przedsiębiorcze, potrzebują prawdziwego mężczyzny. Uważam, że nie powinnyśmy wyzbywać się tej naszej naturalnej słabości. To dobrze, że ona jest.