Mając zaledwie 10 lat zadebiutował jako nastolatek Jim w serialu "Wow". Wtedy było już wiadomo, że Mateusz to idealny materiał na profesjonalnego aktora. W 2004 roku ukończył Akademię Teatralną im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie i od tego roku jest w zespole Teatru Współczesnego. Mimo że Mateusz Damięcki to aktor doświadczony, to wciąż poszukuje nowych inspiracji oraz miejsc, w których może zgłębić swoją wiedzę na temat kina i produkcji filmowej. Właśnie w tym celu wybrał się ostatnio za Ocean...
Grasz jedną z głównych postaci w serialu "Egzamin z życia", jak radzisz sobie na małym ekranie?
Mateusz Damiecki :Kiedy w marcu, po długiej przerwie, powróciłem na plan serialu, okazało się, że postać Michała, którą grałem do tej pory, przeszła diametralna zmianę. Mój bohater wraca do domu po ciężkich przeżyciach w Iraku, związanych z jego porwaniem. Jest teraz zamknięty, cichy i wystraszony, więc jest to dla mnie duże wyzwanie aktorskie - przynajmniej się nie nudzę (śmiech)
Twoja czasowa nieobecność w serialu wiązała się pobytem w USA. Wyjechałeś tam zawodowo?
Mateusz Damiecki :Nie mogłem tam wyjechać zawodowo, ponieważ nie miałem odpowiednich dokumentów, które umożliwiłyby mi legalne zatrudnienie. Ten kraj ciekawił mnie od zawsze, chciałem poznać ludzi związanych z tamtejszą branżą filmową, zobaczyć jak pracują i czegoś przy okazji się nauczyć. Wiedza i doświadczenia, które stamtąd przywiozłem warte były tych trzech miesięcy.
Posłuchaj wywiadu
w formacie MP3
Druga część wywiadu
z Mateuszem Damięckim
Trzecia część wywiadu
W czym konkretnie brałeś udział?
Mateusz Damiecki :Udało mi się uczestniczyć w nagraniu jednego z amerykańskich sitcomów jako członek widowni. Zobaczyłem jak wygląda w Stanach promocja filmu, m.in. wprowadzanie go do sprzedaży. To było fascynujące, na dodatek udało mi się ukończyć kurs improwizacji aktorskiej w jednej z tamtejszych szkół filmowych.
I jakie wnioski?
Mateusz Damiecki :Proste i jednoznaczne - Hollywood, które nosi miano stolicy showbiznesu, rzeczywiście nią jest. Przemysł filmowy był, jest i będzie najlepszy w USA, bo tam się z tego żyje...