search

Bez braw dla Koterskiego

piątek, 15 września 2006 09:57 | Kamila Michałowska/WP

Za nami czwarty, przedostatni dzień pokazów filmów konkursowych na tegorocznym, XXXI FPFF w Gdyni. Jak dotąd publiczność nagrodziła oklaskami tylko trzy filmy. Były to: „Chaos” Xawerego Żuławskiego, „Jasminum” Jana Jakuba Kolskiego i „Plac Zbawiciela” Joanny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauze. Po dzisiejszym dniu do oklaskiwanych obrazów dołączyli „Statyści” Michała Kwiecińskiego.

Przedostatni dzień konkursu obfitował w różnorakie gatunki filmowe. Rozpoczął się projekcją „Hieny” Grzegorza Lewandowskiego. Obraz balansuje między thrillerem a horrorem, choć mimo wszystko więcej tutaj z tego pierwszego gatunku. Grzegorz Lewandowski wykorzystał dziecięce lęki „Małego” (Jakub Romanowski), który stracił ojca (Borys Szyc) w wypadku w kopalni, by poprzez tę soczewkę ukazać biedę panującą na Śląsku.
Zobacz, co we czwartek
działo się w festiwalowej Gdyni
Scenariusz Lewandowski oparł po części na własnych doświadczeniach: dzieciństwa wśród śląskich kopalni, wczesnego półsieroctwa, chłopięcych lękach, obawach i historyjkach, jakie układał wraz z kolegami na temat pobliskiej mogiły dziewczynki.

Film ten nie zachwyca, ale i też nie odłożyłabym go na półkę z napisem NAJGORSZE. Jest to dość udany obraz z ciekawymi zdjęciami (Arkadiusz Tomiak) utrzymanymi w przyćmionej, przybrudzonej kolorystyce, kręcone bardzo często w nieoświetlonych obszarach czy też podczas mroków nocy. W całości obrazu widać wpływ japońskich horrorów. Zresztą reżyser przyznaje się do sympatii, którą żywi do tego rodzaju kina.

W tym filmie przeszkadza troiste wydanie Borysa Szyca. Rozumiem, że aktor doskonały, jednak... Szyc jako ojciec, Szyc jako mężczyzna sprzedający lody, Szyc jako tytułowa Hiena. Której twarzy Szyca wierzyć i czy w ogóle jakiejkolwiek można wierzyć? Jeden aktor w różnych rolach, mimo doskonałej gry, czyni ten obraz mało autentycznym i mniej intrygującym.

Zaskoczył mnie, znany publiczności od pięciu miesięcy, film Marka Koterskiego „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”. Spodziewałam się kina poważnego, mądrego, zaangażowanego w problemy społeczne, w tym wypadku również problemy samego reżysera i... Otrzymałam bardzo dobry, poruszający film o alkoholizmie, zmaganiach z rzeczywistością, rozpadzie rodziny, upadkach ojca i syna.

Konfesja Koterskiego jest dla mnie filmem istotnym do tego stopnia, że pozwolę sobie zacytować w tym miejscu Edwarda Kłosińskiego (zdjęcia): „Ukłony i wielka atencja dla” reżysera za dramat jednostki, problem społeczny i nadzieję, jaką zostawia nam, widzom, na zakończenie całej opowieści.

Dziwi mnie, że przy tak dobrym obrazie, choć może nie najlepszym z tych, jakie mieliśmy okazję obejrzeć dotychczas na XXXI FPFF, nie rozległy się brawa publiczności. Cisza na sali, cisza podczas konferencji prasowej. Być może spowodowane jest to faktem istnienia filmu na ekranach kinowych od kilku miesięcy? Być może już dostał wielokrotnie swoja porcje braw od publiczności i dziennikarzy? Niemniej jednak szkoda, że tej projekcji nie nagrodzono oklaskami.
ZOBACZ TAKŻE:
Baby z "Dirty Dancing" - jak dziś wygląda? Dołącz do ponad 5000 fanów Facebooku! Miała trzy piersi! Jak dziś wygląda?
Pamiętacie Jadźkę z "Samych swoich"? Ona ma czym oddychać! Co dziś robi Maryna z "Janosika"?
Ocena
Twoja ocena:  
Ocena 0/5  
Brak średniej oceny.
A teraz ...
Wyślij znajomym Wyślij znajomym
Drukuj Drukuj


     Dodaj swoją opinię!  
Ten materiał nie ma jeszcze opinii. Masz okazję by Twój głos
pojawił się tutaj jako pierwszy! Nie czekaj - dodaj swoją opinię!