Michał Lesień
źródło: AKPA
Michał Lesień po udanym debiucie w dwóch filmach fabularnych - "Nie ma zmiłuj" i "Kroniki domowe" - cierpliwie czekał na swój czas. Przyszła komediowa rola w "Lokatorach", po której nastąpiła cisza. Jak się okazało... cisza przed burzą. Teraz młody aktor gra w kilku serialach jednocześnie.
- Miałeś mocne wejście - twój debiut filmowy to dwie poważne role, u dwóch ambitnych reżyserów - Krzystka i Wosiewicza.
Debiutowałem w 1997 roku będąc jeszcze studentem. I rzeczywiście zagrałem od razu dwie główne role w dwóch dużych filmach - "Kronikach domowych" Leszka Wosiewicza i "Nie ma zmiłuj" Krzystka. Niestety, filmy te nie zrujnowały kieszeni widza, ale dla mnie, dla mojego rozwoju, były bardzo ważne. Zwłaszcza film Krzystka mówiący o wchodzeniu młodych ludzi w kapitalizm. Dochodzą mnie głosy, że film ten właśnie teraz zyskuje na znaczeniu. Krzystek sam kiedyś powiedział, że "Ostatni prom" odkryty został po dziesięciu latach. A teraz mija dziesięć lat od "Nie ma zmiłuj".
- Myślisz, że ma szansę stać się filmem kultowym?
Zobaczymy. Ostatnio gdy film ten emitowano w telewizji, dostałem bardzo wiele maili od fanów. Wszyscy twierdzą, że film zyskał bardzo na wartości, ludzie widzą siebie w tych raczkujących biznesmenach. Wiele historii w tym filmie było tak nieprawdopodobnych, że zostały wycięte ze scenariusza. Teraz, z dystansu, wszyscy wiemy, że to było możliwe, ta bezwzględność, wyścig szczurów. Muszę ten film jeszcze raz zobaczyć, właśnie z dystansu.
- W jakim repertuarze lepiej się czujesz - w komedii czy tragedii?
Mój debiut to były role poważne, dramatyczne. W teatrze grałem Kordiana. Nie przepuszczałem, że mogę zagrać rolę komediową. I pojawili się "Lokatorzy". O dziwo, casting do tej roli toczył się przez trzy miesiące, a ja przyszedłem ostatniego dnia przed południem, a po południu już otrzymałem informację, że dostałem rolę. Naprawdę byłem zaskoczony. Grałem w "Lokatorach" sześć lat, wiele się nauczyłem. Zresztą miałem od kogo się uczyć, myślę o Marku Siudymie, Ewie Szykulskiej, Andrzeju Kopiczyńskim. Do dziś gram role komediowe w teatrze i uważam, że jest to najtrudniejszy gatunek dla aktora.
- Czyli trudniej rozbawić niż wzruszyć?
O tak! W komedii człowiek fizycznie się męczy. W teatrze jest o wiele…
ZOBACZ TAKŻE: