źródło: AKPA
Artur Dziurman to etatowy czarny charakter w polskim kinie, a reżyserzy proponują mu głównie role morderców, psychopatów i mafiozów. On sam tak już się do tego przyzwyczaił, że jak sam mówi, nie wie czy potrafiłby zagrać kogoś innego. Niedawno spotkaliśmy go na planie serialu "Klan", gdzie po latach nieobecności powrócił rolą Leszka.
Widzę, że w życiu Leszka i Moniki idzie nowe. Oboje leżą razem w łóżku i popijają kawę...
To już kolejna taka scena w wykonaniu mojego bohatera i zastanawiam się z kim jeszcze scenarzyści położą mnie do łóżka (śmiech). Po siedmiu latach nieobecności w "Klanie", wróciłem na plan i teraz próbuję gonić za tymi wszystkimi babami jakie się tu pojawiają. Jak się to rozwinie, nie mam zielonego pojęcia, bo scenariusz dostajemy z małym wyprzedzeniem.
Ale widziałem wasze czułe pocałunki i to, jak wcześniej wybieraliście nowy, wspólny dom...
To Monika kupowała dom, ja jej tylko doradzałem. Ona chyba rzeczywiście zakochała się w Leszku, a on w niej chyba nie do końca, bo pojawiły się nowe wątki i sceny z Bogną Ruczaj, czyli Justyną Sieńczyłło, którą mój bohater próbuje śledzić. Myślę, że to dobrze, gdyby jeszcze rozwinął się trzeci front, bo byłoby bardziej ciekawie i kolorowo.
A już myślałem, że Leszek się zmieni i będzie pozytywnym bohaterem?
Jak wróciłem na plan po siedmiu latach przerwy, to scenarzyści sami do końca nie wiedzieli co z tego wyniknie. I chyba dalej nie wiedzą, bo pojawiłem się jak tajemniczy Don Pedro z Krainy Deszczowców, ale na razie nic nie wskazuje na to, że Leszek zmieni się na lepsze. Bez przerwy kręci się wokół niego coś złego.
Czuje już pan skutki popularności po powrocie do "Klanu"? Widzowie nie zaczepiają pana w sklepie i nie zwracają się do pana - panie Leszku?
Nie, w ostatnich latach trochę pograłem w różnych serialach i udało mi się sprzedać swoją gębę (śmiech). Cieszę się z tego, a "Klan" tylko podbudowuje tę popularność i rozpoznawalność.
Reżyserzy obsadzają głównie pana w rolach czarnych charakterów. Niedawno w "Kryminalnych" grał pan "Hiszpana", zawodowego mordercę, który chciał zabić inspektora Zawadę. Widzowie nie boją się pana?
Teraz w "Fali zbrodni" gram jeszcze Kinga, mordercę z Wenezueli. Ale wcale się mnie nie boją, patrzą na mnie na ulicy i uśmiechają się, co jest bardzo przyjemnie. Ostatnio w telewizji krakowskiej czytałem dzieciom bajki, a wcześniej na telebimie przypomniano wszystkie moje role czarnych charakterów - morderców, psychopatów i mafiozów. W studiu były dwie klasy zerówki i nikt się mnie nie wystraszył. Potem przeczytałem im "Przygody Koziołka Matołka" i wszystkim się to podobało.
Dlaczego reżyserzy proponują panu takie role?
Nie mam pojęcia, ale traktuję to jak swój zawód i sprawia mi to dużą przyjemność. Z aktorskiego punktu widzenia granie czarnego charakteru jest trudniejsze, a ja zawsze staram się bronić taką postać. Nie jest łatwo pokazać, że morderca, który zabija innych też jest człowiekiem. Wydobyć tego rozwija zdolności aktorskie. Tak już się do tego przyzwyczaiłem, że teraz to nawet nie wiem czy mógłbym zagrać jakąś pozytywną postać (śmiech).
Nie chciałby pan zagrać kogoś pozytywnego np. Koziołka Matołka?
Właśnie na deskach swojego prywatnego teatru - Scena Moliera w Krakowie, przygotowuję spektakl dla dzieci o Koziołku Matołku, ale jako reżyser.
Wystąpią w nim także aktorzy niepełnosprawni i będzie to duże widowisko. A w bajkach grałem przez długie lata w krakowskim Teatrze Bagatela. W przedstawieniu "Pierścień i róża" zagrałam 153 razy, potem był "Kandyd" i "Krawcy szczęścia". Ukoronowaniem moich spotkań z dzieciakami była "Ulica Sezamkowa", gdzie wystąpiłem aż w 105 odcinkach! Na razie więc mam dość.
ZOBACZ TAKŻE: