źródło: AKPA
Emilian Kamiński ma sentyment do starych domów, takich, które mają niepowtarzalny klimat i duszę. Kiedy więc wiele lat temu zobaczył pewną kamienicę przy Alei Solidarności w Warszawie nie wahał się - postanowił stworzyć w niej swój teatr. Wielu uważało wówczas, że to wizja marzyciela. Kamiński był jednak konsekwentny i jego marzenie powoli nabiera realnych kształtów.
Panie Emilianie, co z Teatrem Kamienica?
Obok najbliższej rodziny ten teatr to dla mnie najważniejsza sprawa, kolejne dziecko, które niestety jest bardzo wymagające. Nie można go normalnie urodzić, ono się rodzi w bardzo poważnych bólach. Rzecz trudna, nie ma specjalnie precedensu, ponieważ jeszcze się tak nie zdarzyło w Polsce, żeby za unijne pieniądze ktoś budował teatr.
Skąd taki pomysł?
Wynalazłem miejsce, które nigdy teatrem nie było, mieściły się tam stare magazyny, przed wojną powozownia, browar i poligrafia. Pewnie nigdy by nikomu do głowy nie przyszło, żeby tam robić teatr. Ale ja go zobaczyłem. Udało się wmontować teatr pod kamienicę, dlatego nazwałem go Teatr Kamienica. Miejsce jest bardzo oryginalne, samo w sobie wyjątkowe. Każdy, kto tam przychodzi mówi, że to miejsce, które ma swój własny klimat. Dokładnie o to mi chodziło. Lubię przyrodę i stare domy. W tym starym domu znalazłem to "coś"...
Dom, który ma duszę?
A wiesz, że ma! Ja tę jego duszę wyczułem już dawno. Teraz chcę zrobić tak, żeby ta dusza mogła się jeszcze bardziej ujawnić - dla ludzi w Warszawie i nie tylko. I to zarówno dla tych, którzy tworzą sztukę, jak i dla tych, którzy ją konsumują, czyli widzów.
Szykuje się już jakieś huczne otwarcie Kamienicy?
Nie będzie hucznego otwarcia. Nie jestem człowiekiem od hucznych rzeczy, tylko od normalnej pracy. W związku z tym nie będę szykował weseliska. Jeżeli nawet zrobię otwarcie, będę się starał, żeby było spokojne. Nie lubię niczego hucznego - meczy piłkarskich, fajerwerków - cenię sobie spokój. Pragnę przygotować rzecz, która sama siebie będzie w godny sposób reklamować. Żeby choć troszkę być innym od tego świata, który ze wszystkiego robi huczne wesele - z byle proszku, byle głupoty. Nic do zaoferowania, a bardzo wiele krzyku. Ja chciałbym odwrotnie, robić mało krzyku i mieć coś do zaoferowania, a miejsce będę miał naprawdę świetne. Mam nadzieję, że będę umiał wraz z moimi przyjaciółmi to miejsce natchnąć ładną sztuką, bo energię ma. Chciałbym, żeby te nasze sztuki były piękne, mądre i śmieszne.
Posłuchaj wywiadu w formacie mp3!
Czy jest już jakiś konkretny repertuar?
Dużo konkretnego repertuaru, którego nie zdradzę. Byłbym idiotą, gdybym podał tytuły sztuk. Jednocześnie wielu ludzi się do mnie zgłasza z ciekawymi propozycjami, które będę pomagał realizować.
ZOBACZ TAKŻE: