Joshua Leonard
źródło: ITI Cinema
Nazywa się Joshua Leonard. Rozgłos i majątek przyniósł mu udział w realizacji filmu "Blair Witch Project". Jest Cenionym fotografikiem i autorem filmów wideo. Zagrał w ponad 30 filmach. Jak to się stało że trafił do obsady "Małej wielkiej miłości?".
W Polsce jest Pan znany głównie z filmu "Blair Witch Project". Jak to się stało, że przyjął Pan główną rolę w polskim filmie?
- Cieszę się, że nadal jestem kojarzony z tamtym filmem, ale osobiście pociągają mnie różne gatunki filmowe. Tymi, którzy decydują o przyjęciu danej roli, są ludzie – zarówno postaci ze scenariusza, jak i ci, z którymi przyjdzie mi pracować. Staram się wybierać te oferty, które przyniosą mi satysfakcję na obu tych poziomach. A poza tym naprawdę nie mam ulubionych gatunków filmowych, uwielbiam kino w całej jego różnorodności.
Czy wierzy Pan w "siłę" miłości? Czy gotów byłby Pan poświęcić swą karierę w Kalifornii lub Nowym Jorku dla miłości w jakimś odległym zakątku świata?
- To podchwytliwe pytanie, ale spróbuję na nie odpowiedzieć. Czy wierzę w "siłę" miłości? Całkowicie. Czy gotów byłbym dla uczucia poświęcić swoją amerykańską karierę? Pewnie tak, wierzę, że wszystko może się zdarzyć. Tym niemniej jestem po uszy zakochany w tym, co robię. I to bynajmniej nie dla kariery czy pieniędzy, ale dlatego, że po prostu aktorstwo daje mi mnóstwo szczęścia i satysfakcji. Dlatego wkładam w nie tyle serca: to ono sprawia, że codziennie rano wstaję z łóżka. Trudno byłoby mi się z nim rozstać, nie wiem zresztą, co mógłbym innego robić. Chociaż z drugiej strony moje serce jest otwarte na różne miłości: miłość do kobiety, do przyjaciół czy rodziny. Być może nie jest to do końca uzasadniony optymizm, ale mam nadzieję, że można to wszystko pogodzić i nadal pozostać sobą. Kiedy więc spotkam kobietę, z którą zechcę spędzić resztę życia, postaram się móc kontynuować swoją pracę. Zresztą zawsze będę gotów pójść na koniec świata, by walczyć o coś, w co naprawdę wierzę.
Jest Pan znany ze swego zamiłowania do przygody. Czy przyjazd do Polski, by w filmie "Mała wielka miłość" zagrać kalifornijskiego prawnika w pełnej niespodzianek Warszawie, był dla Pana pociągającą przygodą?
- To była przygoda pełna zaskoczeń. Wprawdzie zdarzało mi się już pracować poza Stanami, ale zazwyczaj z amerykańską ekipą. Ciekawiło mnie, jak będzie wyglądać moja praca na planie w sytuacji, kiedy – przez większość czasu – będę jedynym Amerykaninem w ekipie. Te doświadczenia pomogły mi w zbudowaniu postaci mojego bohatera. Na początku było trudno. Przystępowaliśmy do pracy pełni…
ZOBACZ TAKŻE: