O Marysi Niklińskiej zaczyna być głośno. Młoda aktorka wróciła po kilku latach nieobecności na plan "Klanu" i bierze udział w "Tańcu z Gwiazdami". Jej urodą zachwycone jest nie tylko całe jury, ale także jej partner, Tomek Barański.
- Udział w "Tańcu z Gwiazdami" to dla Ciebie radość czy ciężka praca?
Dwa w jednym. Jestem bardzo szczęśliwa, ale także zmęczona. Każdego dnia wstaję rano i cieszę się, że mam trening.
- Cieszy Cię taniec czy też spotkanie z trenerem, Tomkiem Barańskim. Pytam, bo plotkuje się, że między wami iskrzy...
Oczywiście, że iskrzy, bo jesteśmy oboje impulsywni, żywiołowi, mamy silne charaktery. Kłócimy się i godzimy. Bardzo szybko się zaprzyjaźniliśmy.
- Jak się poznaliście?
Poznaliśmy się podczas wakacji w Kaprum. Ja jeździłam tam na snowboardzie, a Tomek prowadził warsztaty taneczne. Poszłam, aby zobaczyć jak te zajęcia wyglądają i bardzo mi się spodobały.
- Warsztaty czy Tomek?
Warsztaty (śmiech - przyp.red.). Pomyślałam sobie, że gdybym tańczyła w "Tańcu z Gwiazdami" to chciałabym, aby właśnie Tomek był moim partnerem. I miałam szczęście, bo właśnie z nim tańczę. Jesteśmy oboje tacy bezpośredni, więc nie było żadnych barier do przełamywania. W tańcu trzeba być blisko i nie jest to dla mnie krepujące.
- Czy jesteście parą także poza programem?
Nie, jestem singielką. Ale... w moim życiu szybko wszystko się zmienia.
- Jaka jest Marysia Niklińska na co dzień? Co lubisz, co Cię kręci?
Lubię robić rzeczy szalone, dzikie, niezaplanowane. Dzikie podróże w góry, spanie byle gdzie, poznawanie świata i ludzi. Nudzi mnie mieszkanie w luksusowych hotelach i opalanie się nad basenem. Wolę spanie pod namiotem. Ostatnio byłam w Peru, gdzie spotkało mnie wiele przygód. Na przykład trafiłam na strajki, czyli dość niebezpieczne wydarzenia w kraju. Poradziłam sobie doskonale. Lubię czuć, że wokół mnie dzieje się coś ważnego. Mam czasami wrażenie, że im jestem starsza, tym bardziej dzika.