Recenzje salonowca
Autor recenzji: Marcin Chmielewski
Tytuł wymyślony przez polskiego dystrybutora nieco urozmaica ten oryginalny – „Terytorium wroga” brzmi nieco lepiej niż miałkie „Special Forces” (ang. oddziały specjalne), ale wciąż dobrze oddaje charakter filmu. Nie ma znaczenia, że tytuł jest banalny, bo i sam film do przesadnie wyrafinowanych nie należy.
Fabuła jest prosta. Francuska dziennikarka zostaje uprowadzona przez Talibów. Do Afganistanu wysłany zostaje francuski oddział specjalny, którego celem jest odbicie zakładniczki. Wkrótce okazuje się, że żołnierze tracą łączność z dowództwem i na tytułowym terytorium wroga mogą liczyć tylko na siebie.
Autor recenzji: Megafon.pl
Film Simona Curtisa ogląda się z niemal dziecięcym entuzjazmem, zachwycając się rozmaitymi drobiazgami. Wystudiowanymi ujęciami, strojami, angielskimi krajobrazami, wysmakowanym humorem, a przede wszystkim aktorami. Michelle Williams bywa niebywale apetyczna i uwodzicielska, "gdy staje się nią". Ale właśnie... bywa. Show kradną jednak kapitalny Kenneth Branagh i przede wszystkim bezbłędna Judi Dench.
Autor recenzji: Dagmara Romanowska (megafon.pl)
Naturalistycznie okrutne, prawdziwe i bezkompromisowe, chwytające za gardło, wyciągające na wierzch najobrzydliwsze cechy człowieka, Polaka - w naszym kinie mamy obecnie tylko jednego reżysera, który potrafi kręcić takie właśnie filmy, który mówi w sposób tak wyrazisty i trafny. Bardzo konsekwentnie, zawsze do bólu. W "Róży" Wojciech Smarzowski ukazuje swoje odrobinę inne oblicze, nieco delikatniejsze niż w "Weselu" i "Domu złym". Sam podkreśla, iż chciał nakręcić opowieść o miłości. I tak też zrobił. Interesujący go materiał odnalazł w scenariuszu Michała Szczerbica. Nie, nie jest to kolorowy romans z happy endem. Smarzowski na dużym ekranie bajkami się nie zajmuje, nawet gdy szuka serca
Autor recenzji: Megafon.pl
"Idy marcowe", tak jak wstęp tej recenzji, to jeden wielki truizm w nieco protekcjonalnym tonie. George Clooney nie odkrywa niczego nowego, nie mówi o rzeczach, o których byśmy nie wiedzieli z wiadomości czy innych kinowych dzieł. Że polityka to brudna gra. Że to środowisko zepsute, toczone przez chciwość i zachłanność. Że zasady, w które ktoś głęboko wierzy przestają się liczyć, gdy zaczynają działać na niekorzyść. To świat, gdzie nie znajdziemy bohaterów, kryształowych charakterów. Jak zauważa dziennikarka grana przez Marisę Tomei, to mili faceci, którzy prędzej czy później rozczarowują. No i oczywiście jest też kobieta.
Autor recenzji: Megafon.pl
"Jack i Jill" to najgorsza rzecz, jaką widziałam od lat, a obejrzałam chyba wszystkie filmy z 50 Centem. To kwintesencja tego, co w kinie najgorsze. Motywy z pierdzeniem, nieustannie nokautowana, bezzębna staruszka, stanik wypychany melonami, Katie Holmes. Pomijając durną fabułę, kretyńskie dialogi, debilne gagi, absolutnie nie do zaakceptowanie jest udział Pacino w tym gniocie. Po co? Dlaczego? Jak mógł zatańczyć z ubranym w paskudną kieckę, wypacykowanym Sandlerem?!