Kadr z filmu "Władcy wojny"
źródło: Forum Film
Już w najbliższy piątek (22 maja) polską premierę będzie miała jedna z największych azjatyckich superprodukcji ostatnich lat – „Władcy wojny” z Jetem Li w roli głównej.
Chińska historia i kultura nas, Europejczyków jednocześnie interesuje i zadziwia. Wielu niuansów nie rozumiemy, często nie pojmujemy prawidłowości rządzących tamtym światem. Stąd ciekawym może być, jak wielką epicką historię przedstawioną we „Władcach wojny” widzą sami Chińczycy.
Film opowiada o miłosnym trójkącie na tle wojny i bezwzględnej walki o władzę. Lata 60. XIX wieku. Ambitny generał Pang (Jet Li) pragnie zrehabilitować się po druzgocącej klęsce. Dąży do zwycięstwa, nie licząc się z niczym i z nikim – nawet z dwoma wiernymi przyjaciółmi, swymi braćmi krwi. Żona jednego z nich zostaje jego kochanką. Jednak i on sam, choć potężny, jest tylko zabawką w rękach możniejszych od siebie. Okupiony niezliczonymi ofiarami triumf obróci się w końcu przeciwko niemu…
Czy, jak sugeruje tytuł, „Władcy wojny” to pieśń pochwalna na cześć bohatera-mordercy, apologia wojny i gloryfikacja przemocy? Chai Hongyun z Polsko-Chińskiego Towarzystwa Gospodarczo-Kulturalnego oraz Pol-Chin Consulting, który od lat mieszka w Polsce, przekonuje:
– Film z całych sił promuje tematykę antywojenną. Środki artystyczne użyte w filmowym wątku wojennym są dalekie od typowej estetyki wojennej, w zdjęciach nie ma oślepiających kolorów, za to użyto mieszaniny odcieni zieleni i grafitu, bardzo uwydatniających wojenne okrucieństwo i terror – dowodzi.
ZOBACZ TAKŻE: