Reżyser, scenarzysta i wykładowca na Uniwersytecie Śląskim, twórca stojący za sukcesem filmów "Moja krew" oraz "Chrzest" i serialu "Ratownicy", filmowiec okrzyknięty Najlepszym Reżyserem 2010 roku.
Najkrócej? Spróbuję. Miesięcznik KINO (także Polskie Radio, TOK FM, TV). Dwie książki, wspólnie z Krystyną Jandą ("Tylko się nie pchaj", "Gwiazdy mają czerwone pazury"). Hobby: uczę zawodu praktykantów - i uczę się od nich. Co w kinie lubię najbardziej? Wielki śmiech, wielkie serio. A co najmniej? Nijakość.
Mieszka w Los Angeles, skąd pisze m.in. dla „Wysokich Obcasów”, „Filmu” i „Przekroju” oraz prowadzi cykl „Pytanie w Hollywood” w „Pytaniu na śniadanie” w TVP2.
Felietonista:
Bartosz Żurawiecki
Urodzony w Poznaniu dziennikarz, krytyk, pisarz, domator-nihilista. Autor czterech książek („Trzech panów w łóżku, nie licząc kota”, „Erotica alla polacca”, „Ja, czyli 66 moich miłości”, „Nieobecni”), laureat Nagrody im. Krzysztofa Mętraka, nominowany do nagrody PISF-u w kategorii „krytyka filmowa”, współpracownik kilku pism (m.in. „Przekroju”, „Filmu”, „Repliki”) i portali internetowych. Pije raczej wino niż piwo. Lubi miasta na „B” (Berlin, Barcelonę, Belgrad) oraz otwarte zakończenia w filmach.
13:41, 17 maja 2012
Od razu zaznaczam, że nie żywię żadnych uczuć – pozytywnych ni negatywnych – w stosunku do Roberta Pattinsona, bo słynnej serii „Zmierzch” nie widziałem. Być może obejrzę ją o zmierzchu mego życia, jeśli starczy czasu, którego na razie mi szkoda na tego typu produkcje. Tak więc, bez najmniejszych uprzedzeń mogłem zasiąść do oglądania filmu „Uwodziciel”, debiutu fabularnego pary Declan Donnellan i Nick Ormerod.
12:48, 02 maja 2012
Rok temu dyrektorem artystycznym Gdyni został krytyk Michał Chaciński, który wprowadził swoje porządki i zasady. W całości jego zmiany popieram. Po pierwsze – zarządził selekcję filmów dopuszczanych do konkursu, który ograniczył do kilkunastu tytułów. Po drugie – zaprosił do jury obcokrajowców, by spojrzeli na nasze kino z odmiennej niż krajowa perspektywy.
15:32, 16 kwietnia 2012
John Edgar pozostał postacią enigmatyczną. Ściśle strzegł swej prywatności, doskonale bowiem wiedział, że łowca łatwo zmieni się w ofiarę, jeśli przecieknie do mediów z jego życia coś, co mogłoby się nie spodobać opinii publicznej. Dlatego też biografie Hoovera (również film Eastwooda) oparte są raczej na domniemaniach, spekulacjach, hipotezach niż na twardych faktach. Czy rzeczywiście łączył go związek intymny z zastępcą, Clydem Tolsonem (interesująca rola Armiego Hammera, który przemyca do surowego świata FBI odrobinę miękkości i słodyczy)? Czy faktycznie lubił się Hoover przebierać w damskie stroje? Czy miewał jakieś kobiety? Kochanków, kochanki? Twórcy filmu próbują odpowiedzieć na te pytania, ale ich odpowiedzi są trochę niepewne.
16:36, 03 kwietnia 2012
Filmy Labaki na międzynarodowych festiwalach zdobywają najczęściej nagrody publiczności. Bo też umie artystka prowadzić aktorów, zwłaszcza zaś aktorki (nie dziwota, skoro sama zalicza się do ich grona), jak również potrafi opowiadać o poważnych często sprawach w sposób lekki, przystępny i zabawny. Słyszałem zresztą taki zarzut pod adresem „Dokąd teraz?”, że to niestosowne używać komedii do pokazywania konfliktów religijnych. Bo ja wiem? Roberto Benigni zrobił kiedyś komedię o Holokauście i dostał za nią Oscary. Labaki nie traci przecież z oczu tragicznego wymiaru zdarzeń – film zaczyna się i kończy na cmentarzu – a prosta forma i dowcipna niekiedy zawartość pozwalają dotrzeć z „ważkim tematem” do szerokiej widowni.
09:18, 19 marca 2012
„Królewna Śnieżka” to raczej nie jest film, który należy pokazywać małym dzieciom przed snem, ale już dorastająca młódź może wyciągnąć z niego sporo nauk na temat tego, jak funkcjonować w kulturze. Tarsem Singh – za którego efekciarskimi produkcjami do tej pory nie przepadałem – zachował tutaj podziwu godną równowagę między baśniowym pierwowzorem a jego współczesną interpretacją. Okazało się, że nie trzeba popadać w grepsiarstwo ani rozmontowywać tradycji do najmniejszej śrubki - jak bywało ostatnimi czasy w hollywoodzkich wersjach „Czerwonego Kapturka” czy „Kota w butach” - by odświeżyć stare teksty. Wystarczy nieco przesunąć akcenty.
18:24, 06 marca 2012
Nie wierzcie tym wszystkim przemądrzałym krytykom filmowym – oni też są ludźmi i też czasami potrzebują porcji zdrowej, solidnej komercji. Jako i ja odczułem ostatnio takową potrzebę, tak więc ucieszyłem się, gdy jeden z dystrybutorów zaprosił mnie na pokaz prasowy filmu Julie Anne Robinson „Jak upolować faceta” (pojawi się w kinach w najbliższy piątek). Już nawet machnąłem ręką na tradycyjnie mało precyzyjne (oględnie mówiąc) polskie tłumaczenie oryginalnego tytułu „One for the Money” (to już może lepiej było to przełożyć np. „Wszystko dla pieniędzy” albo „Tylko dla pieniędzy”?). Wiedza, jak upolować faceta, też się może w życiu przydać.
15:56, 16 lutego 2012
„Sponsoring” nie stanowi apologii prostytucji, przyznaje, że nie zawsze bywa pannom rozkosznie. Ale „oddemonizowuje” najstarszy zawód świata. To już nie jest piekło na Ziemi. Znacznie większym koszmarem jest brak kasy, choćby na opłacenie rachunków. Skoro ma się kapitał w postaci młodości i dobrego ciała, to dlaczego go nie wykorzystać? Połączyć przyjemne (niekiedy) z pożytecznym?„Sponsoring”, zupełnie nie po polsku, ani nie potępia, ani nie nawraca, ani się nie lituje nad „upadłymi” dziewczętami. Zachowuje jednak drobnomieszczański punkt widzenia, patrzy na świat płatnej miłości z mieszaniną fascynacji i bojaźni, pewnej odrazy nawet.
16:50, 03 lutego 2012
Teoretycznie powinno być świetnie. Młoda polska reżyserka, Barbara Białowąs doszła do słusznego wniosku, że nasze kino jest erotycznie i obyczajowo zakłamane, toteż postanowiła nakręcić –jak przeczytałem w materiałach prasowych - „antyromantyczną historię miłosną” inspirowaną zdjęciami Nan Goldin. Nic, tylko przyklasnąć. Sam od lat usiłuję obnażyć hipokryzję polskiej kinematografii, a twórczość Goldin wielbię bezkrytycznie. Tak więc, „Big Love” – debiutanckie dzieło Białowąs – winno mnie zachwycać. Ale nie zachwyca. A nawet trochę żenuje. Dlaczego?


