Trwa ładowanie...
Materiał powstał przy współpracy z Galapagos Films

Czekając na wolność. Recenzja filmu "Komedianci debiutanci"

Najlepsze scenariusze pisze życie – po seansie rewelacyjnych "Komediantów debiutantów" ten nieco oklepany frazes nabrał dla mnie zupełnie nowego znaczenia. Historia pięciorga szwedzkich więźniów, którzy z pomocą reżysera wystawiają najsłynniejsze dzieło Becketta, to doskonały materiał na filmowy hit – nic dziwnego zatem, że obraz Emmanuela Courcola zatriumfował już na wielu europejskich festiwalach filmowych.

Share
„Komedianci debiutanci”
„Komedianci debiutanci” Źródło: materiały partnera
d1rw1xg

Po 35 latach od tamtych wydarzeń Courcol postanowił przypomnieć światu o słynnej inscenizacji "Czekając na Godota" Becketta w wykonaniu więźniów ze szwedzkiego miasteczka Kulma. Resocjalizacja za pośrednictwem sztuki nie jest w więziennictwie żadną nowością – tę metodę oswajania skazańców z otaczającym ich światem praktykuje się od wielu lat. Nieczęsto jednak osadzeni mają szansę stanąć na deskach prawdziwego teatru i zaprezentować widzom swoje możliwości. Aktorzy-amatorzy z więzienia w Kulma w 1986 r. wykorzystali tę szansę w dość brawurowy sposób – i nie mówię tu o ich scenicznym występie. Ale wbrew temu, co można przypuszczać, film Courcola wcale nie traktuje o skrupulatnie przygotowywanej ucieczce. To opowieść o pokonywaniu trudności i uprzedzeń, o wierze we własne siły i o tym, jak wielką i niezaprzeczalną wartość dla człowieka stanowi wolność.

Teatr szarego życia

Akcja "Komediantów debiutantów" toczy się we współczesnej Francji. Głównym bohaterem filmu jest Étienne Carboni (Kad Merad), aktor teatralny, który czasy zawodowej świetności ma już dawno za sobą. Mężczyzna dorabia do skromnej pensji etatowego artysty, prowadząc w firmach warsztaty motywujących tańców plemiennych. Carboni udziela się także w zakładach karnych, gdzie organizuje kółka teatralne dla osadzonych. Kiedy trafia do więzienia w Lyonie, szybko okazuje się, że nowi podopieczni mocno odstają od jego początkowych wyobrażeń. Choć prości więźniowie nie do końca rozumieją sens bajek Ezopa, to jednak monotonia życia za kratami sprawia, że kurczowo trzymają się każdego zajęcia, które choć na chwilę odgoni nudę. Étienne dostrzega w tych mężczyznach idealny materiał do twórczego rzemiosła i postanawia porzucić moralizatorskie historyjki o zwierzętach na rzecz literatury znacznie większego kalibru, jak np. "Czekając na Godota" Samuela Becketta.

Pomysł nie jest przypadkowy. Więźniowie, podobnie jak każda z postaci w sztuce Becketta, wiecznie na coś czekają – na posiłki, na zajęcia grupowe, na widzenia z bliskimi, a w dalszej perspektywie także na wolność. Ta ostatnie pragnienie wydaje się tak odległe i nierzeczywiste, jak tytułowy Godot – człowiek widmo, który nigdy nie istniał. Większość skazanych odsiaduje wieloletnie wyroki, które wydają się zawieszeniem pomiędzy życiem a snem. Za kratami czas zwalnia, a każdy kolejny dzień nie różni się niczym od poprzedniego. W takich okolicznościach wizja uczestniczenia w zajęciach teatralnych prowadzonych przez sztywnego, nieznanego nikomu aktora to prawdziwy prezent od losu. Bezsens więziennej egzystencji przekuty w jedno z najsłynniejszych dzieł scenicznych? Początkowo ten pomysł wydaje się karkołomny, ale z każdym kolejnym tygodniem amatorski teatrzyk zaczyna nabierać coraz bardziej realnych kształtów.

„Komedianci debiutanci” materiały partnera
„Komedianci debiutanci” Źródło: materiały partnera

Na co czekają więźniowie?

Film Emmanuela Courcola opowiada o tęsknocie, choć każdy z bohaterów tego poruszającego obrazu tęskni za czymś innym. Dla Étienne’a najbardziej dojmująca jest tęsknota za występami i brak perspektyw na dalszą karierę. Więzienni aktorzy tęsknią za tym, co umknęło im podczas odsiadki – miłością, rodziną, urokami zwykłego życia. Po opuszczeniu murów zakładu karnego nic już nie będzie takie jak wcześniej, ale obietnica wolności wciąż daje im nadzieję, która zaczyna materializować się podczas teatralnych zajęć. Okazuje się bowiem, że projekt ma ogromny potencjał i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby gościł na wielu znakomitych scenach. Ta niezwykła szansa, jaką otrzymali członkowie więziennej trupy aktorskiej, spełnia jeszcze jedną ważną potrzebę – pragnienie akceptacji i zrozumienia.

d1rw1xg

Kiedy człowiek z wyrokiem staje na deskach teatru, a z jego ust wydobywają się słowa wielkiego dramaturga, to piętno przestępcy nie pali już tak jak dawniej. Przede wszystkim jednak bohaterowie odnajdują w grze poczucie wspólnoty i wzajemną przyjaźń. Jeszcze do niedawna mijali się na spacerniaku, zerkając na siebie z groźną miną, a teraz wspólnie ćwiczą tekst i przymierzają sceniczne kostiumy. Czy patrząc na te ujmujące sceny, można jeszcze wątpić w cudowną, zbawczą moc sztuki?

Godot, czyli wolność

Historia więźniów z Kilma, którą zainspirował się reżyser "Komediantów debiutantów", nie jest jedynym tego typu zdarzeniem. W rzeczywistości utwór Becketta po raz pierwszy pojawił się za więziennymi murami już w 1954 r., w niemieckim zakładzie Luttringhausen. W historii więziennych inscenizacji sztuki "Czekając na Godota" zapisali się też Polacy. W 2013 r. wystawili ją podopieczni gdańskiego zakładu karnego, a w 2017 r. utwór wzięli na warsztat więźniowie z Głogowa. Trzeba jednak przyznać, że żadna z inscenizacji nie odbiła się tak wielkim echem, jak ta z udziałem Szwedów. I choć finał tej opowieści jest zaskakujący, to trzeba przyznać, że zarówno w życiu, jak i w filmie losy bohaterów potoczyły się nad wyraz pozytywnie. Żeby nie zdradzać czytelnikom za wiele, powiem tylko, że każdy z nich ukoił swoją tęsknotę, a więzienny spektakl z czasem stał się monodramem, który reżyser tego przedsięwzięcia wystawiał na deskach teatrów całego świata. Lepszego happy endu nie można było sobie wymarzyć.

"Komedianci debiutanci" otwierają przed widzem drzwi do dwóch zupełnie obcych światów. Pierwszy z nich to oczywiście obcy i odpychający świat więziennictwa, który w filmie Courcola przedstawiony jest w bardzo ludzki i przystępny sposób. Drugim, równie nieznanym wymiarem jest świat teatru, a właściwie teatralna "kuchnia", czyli proces tworzenia spektaklu krok po kroku. Ten element teatralnej sztuki jest dla publiczności chyba najbardziej fascynujący. Wiedział o tym doskonale polski muzyk i dramaturg Bogusław Schaeffer, który z teatralnych prób tworzył pełnowymiarowe, soczyste przedstawienia.

U Courcola mamy podobny efekt – zaglądamy do więziennych pomieszczeń przez dziurkę od klucza, obserwujemy kolejne czytania, próby stolikowe oraz małe i większe kryzysy początkujących artystów. Każdy, kto miał choćby niewielką styczność ze sztuką teatralną, wie, że najciekawszy w spektaklu jest właśnie etap oswajania tekstu i wzajemnego docierania się wszystkich aktorów. Dobrze obrazuje to wspaniała scena, w której więźniowie ćwiczą kwestie, wykrzykując je ze swoich cel. To moment, kiedy mamy okazję zobaczyć, jak teatr staje się życiem, a życie – teatrem.

„Komedianci debiutanci” materiały partnera
„Komedianci debiutanci” Źródło: materiały partnera

Francuskie kino w najlepszym wydaniu

"Komedianci debiutantci" to popis doskonałej gry w wykonaniu wspaniałych francuskich aktorów. Szczególne uznanie należy się Kadowi Meradowi, który podszedł do postaci Etienne’a z ogromną wrażliwością i rozwagą. Zachwyciła mnie także Marina Hands w roli charyzmatycznej i zasadniczej pani naczelnik zakładu więziennego. Najtrudniejsze zadanie mieli jednak aktorzy grający więźniów i trzeba przyznać, że poradzili sobie znakomicie. Na tle całej piątki wyjątkowo wyróżniał się Pierre Lottin w roli Dylana oraz Sofian Khammes wcielający się w postać Kamela. Obie kreacje cechowała wielowymiarowość i psychologiczna głębia. Dzięki procesowi skrupulatnego budowania roli aktorzy sprawili, że chłopaki zdecydowanie zyskują przy bliższym poznaniu – choć przecież wiemy, że należą raczej do szemranego towarzystwa. To samo wrażenie miałam, przyglądając się pozostałym postaciom. Nieprzystępna naczelniczka Arianne na początku odnosi się do całego przedsięwzięcia z dystansem, jednak z biegiem czasu zaczyna otwarcie wspierać projekt i jego uczestników. Również Etienne nie zawsze jest ciepłym wujkiem od aktorstwa. Te różne twarze bohaterów sprawiają, że stajemy się wobec nich znacznie bardziej wyrozumiali.

d1rw1xg

Obraz Emmanuela Courcola to prawdziwa uczta dla miłośników kina znad Sekwany. W tym filmie znalazłam wszystko, co tak bardzo kocham we francuskiej kinematografii: prostą fabułę, w którą widz wierzy od pierwszej minuty, nienachalne poczucie humoru, psychologiczną głębię, wyraziste postacie i wartką akcję, która nie pozwala oderwać wzroku od ekranu. Film Courcola śmiało można zaliczyć do gatunku "feel good movies", bo działa pokrzepiająco jak kubek gęstej, słodkiej czekolady i wywołuje na twarzy szczery, szeroki uśmiech.

Materiał powstał przy współpracy z Galapagos Films
d1rw1xg

Podziel się opinią

Share
d1rw1xg
d1rw1xg