Trwa ładowanie...
Materiał partnera

"Interesują mnie ludzkie historie". Wywiad z Igorem Brejdygantem, scenarzystą i autorem kryminałów "Rysa" i "Układ"

Są przestępcy, którzy nie znajdą się na pierwszych stronach gazet. Ludzie, których wpływy sięgają zbyt wysoko, by ktoś odważył się ich ruszyć. To właśnie takie postaci Igor Brejdygant wybiera na bohaterów swoich powieści kryminalnych, a dokładniej – "Rysy" i "Układu", na podstawie których powstały znakomite seriale z gwiazdorskiej obsadzie. O pracy scenarzysty, o pracy pisarza i o godzeniu ze sobą tych dwóch profesji rozmawiamy z Igorem Brejdygantem.

Share
Wywiad z Igorem Brejdygantem, scenopisarzem i autorem kryminałów „Rysa” i „Układ”  Wywiad z Igorem Brejdygantem, scenopisarzem i autorem kryminałów „Rysa” i „Układ” Źródło: materiały partnera
dzgyzkl

"Układ" to kolejna już Pana powieść, która doczekała się ekranizacji w formie serialu. Jakie emocje towarzyszą Panu, gdy pierwszy raz ogląda Pan serialowy efekt końcowy?

Cały miks. Od tremy i nerwów, a nawet niepokoju, po ogrom satysfakcji i przyjemność z oglądania. Takie mam do tej pory szczęście, że rezultaty wszystkich adaptacji wychodzą naprawdę fajnie w formie filmowej. Może mam też w tym jakiś minimalny udział, bo w końcu ja sam tworzę, a w każdym razie współtworzę scenariusze tych adaptacji, ale po pierwsze uważam, że nawet własną pracę zawdzięcza się nie tylko sobie, po drugie, współtworzą tę filmową literaturę ze mną też inni autorzy. Akurat w przypadku "Układu" i wcześniejszej "Rysy" był to świetny Bartek Janiszewski. Po trzecie wreszcie nie samym scenariuszem stoi film, choć jest może trochę ważniejszy, niż wydaje się wielu ludziom. Film to jednak mnóstwo składowych: reżyseria, aktorzy, scenografia, muzyka, montaż, kostiumy, rekwizyty, żeby wymienić choćby kilka z nich. Dopiero jak te wszystkie składowe się sprzęgną, dostajemy fajną rzecz do oglądania. Wracając do pytania, w przypadku "Układu" i "Rysy" sprzęgły się doskonale, więc oglądaniu towarzyszyła głównie przyjemność i satysfakcja.

Jest Pan, jak już Pan powiedział, nie tylko autorem powieściowych pierwowzorów seriali "Rysa" i "Układ", lecz także ich scenarzystą. Jak pracuje się ponownie nad swoim dziełem, by przystosować je do innej formy?

Specyficznie i nieco inaczej niż nad dziełami literackimi innych autorów. Praca nad swoim tekstem ma plusy i minusy. Z jednej strony wie się dość dobrze, co autor miał na myśli, więc łatwiej przełożyć to na język film. Dodatkowo, nie trzeba też daleko jeździć, żeby uzgodnić z autorem ewentualne zmiany, tudzież robiąc je, nie trzeba się obwiać jego gniewu. Z drugiej strony – nie ma przesadnie dużego dystansu do tworzywa, który w pracy twórczej bywa dość przydatny. Tu na szczęście drugi współautor pomaga go uzyskać. Wreszcie jest pewien kłopot z przywiązaniem do rozwiązań, które są już często mocno "uleżane" w głowie, bywa że to też ogranicza swobodę ruchów, ale wtedy znów... współautor okazuje się bardzo pomocny.

Igor Brejdygant materiały partnera
Igor Brejdygant Źródło: materiały partnera

Czy pisząc powieści wyobraża Pan już sobie ich filmowe bądź serialowe wersje? Postaci w wyobraźni zyskują twarze znanych i lubianych aktorek lub aktorów?

Przeważnie nie. Wynika to z kilku przyczyn. Ja mam w ogóle problem z zapamiętywaniem twarzy, myślę, że moim udziałem stała się taka lajtowa wersja prozopagnozji, czyli przypadłości która uniemożliwia lub czyni utrudnionym właśnie zapamiętywanie twarzy. Cierpi na nią na przykład Brad Pitt – podobno. Poza tym twarz to jest najtrudniejsza rzecz do wyobrażenia sobie, więc choć mam jakiś zawsze zarys, to pisząc, konkretnej nie widzę. Jest jeszcze pewien powód, bardziej prozaiczny, a nawet pragmatyczny. Ja jestem filmowcem i wiem, jak mielą żarna, które uruchamiane są przy produkcji filmowej. W związku z tym mam świadomość, że ostateczna decyzja co do obsadzenia postaci konkretnym aktorem należy do producenta. Bywa, że jestem pytany o zdanie albo o propozycje, ale rzadko dzieje się tak, że obsadzane są osoby z klucza moich ewentualnych wyobrażeń. W związku z tym, gdybym dajmy na to obsadził sobie w głowie jakąś postać Hopkinsem, a zagrałby ją De Niro, to mógłbym mieć potem pewien dysonans i w rezultacie mniejszą przyjemność z oglądania. Oszczędzam sobie tego.

dzgyzkl

Czy wśród obsady seriali "Rysa" i "Układ" ma Pan swoje faworytki lub faworytów? Obsada jest bowiem imponująca – Julia Kijowska, Dawid Ogrodnik, Maciej Zakościelny…

Właściwie sami faworyci! :) A bardziej serio – Julia Kijowska stanowi dla mnie klasę samą w sobie, naprawdę "zrobiła postać", oddała to, co zapisałem, i dołożyła jeszcze mnóstwo swojego, ubogacając bohaterkę. Lubiłem też bardzo w "Rysie" relację, jaką zbudowali z Maćkiem Zakościelnym, a potem to, co wydarzyło się między nią a Dawidem w "Układzie". Ogólnie aktorzy zrobili naprawdę genialne rzeczy przy tej opowieści.

Co dobry serial kryminalny powinien w sobie mieć?

Dobrze pomyślaną intrygę i – co nie mniej ważne – bohaterów, za którymi pójdzie widz, czyli ludzi z krwi i kości z ich problemami, bolączkami i walką o siebie. No i oczywiście, last but not least, musi być zagadka, a najlepiej wiele zagadek, które wynikają zarówno z intrygi, jak i z samych bohaterów.

A jakie seriale trafiają najbardziej w Pana gusta?

Dobre. Nie ukrywam, że ja wciąż, mimo że sam jestem cyrkowcem, to najlepiej bawię się w cyrku, czyli innymi słowy najbardziej trafiają do mnie dobrze rozpisane kryminały. Jednak z wiekiem, a może z rozwojem tej branży i z rozwojem widowni, której jestem przecież częścią, rzadko już wystarcza mi sama świetnie obmyślona łamigłówka. Coraz bardziej interesują mnie historie ludzkie, czyli lubię dobrze rozpisany obyczaj, który też niesie w sobie tajemnicę, może trochę górnolotnie zwaną tajemnicą człowieka. Taka na przykład "Mare z Easttown" – wiem, że nie jestem tu oryginalny, ale to właśnie jest niby kryminał, ale tak naprawdę coś o wiele więcej. Sam staram się tak właśnie pisać. Lubię też bardzo seriale z gatunku u nas raczej nieuprawianego, czyli political fiction łamane na serial szpiegowski – taki dajmy na to "Homeland", ale podoba mi się też dobrze rozpisane sci-fi, na przykład "Westworld" czy dystopijne "Black Mirror", bo przecież ciekaw jestem, co będzie z nami dalej. Czasem zainteresuje mnie też serial historyczny, szczególnie jeśli – jak w przypadku "Czarnobyla" –  historia w jakimś sensie mnie dotyczy (kiedy to się wydarzyło, miałem piętnaście lat).

Jakiś czas temu w księgarniach pojawiła się też Pana górska powieść kryminalna, czyli "Wiatr", a zaraz po tym – świetny audiobook z Andrzejem Chyrą i Karoliną Gruszką w rolach głównych. Brzmi to jak gotowy pomysł na film lub serial. Czy fani "Wiatru" mogą już liczyć na coś więcej? Są na to szanse?

Rozmowy trwają, tylko tyle mogę zdradzić. ;)

 materiały partnera
Źródło: materiały partnera
Materiał partnera
dzgyzkl
dzgyzkl