Trwa ładowanie...
Materiał powstał przy współpracy z Next Film

Kiedy stajemy się za duzi na bajki? Rozmowa z Karoliną Gruszką

Rozmowa z dziećmi na trudne tematy to nie lada sztuka. Z tym niełatwym zadaniem musi zmierzyć się bohaterka wchodzącego właśnie do kin filmu familijnego "Za duży na bajki", w którą wciela się Karolina Gruszka. Aktorka opowiedziała o pracy na planie tej produkcji i zdradziła, jak sama stara się odpowiadać na trudne pytania zadawane przez dziewięcioletnią córeczkę. "Na tym polega rola rodziców, żeby dawać dzieciom wolność i żeby uczyć je, jak samodzielnie radzić sobie w obecnym świecie" – przekonuje artystka.

Share
 Źródło: Materiał Partnera, fot: Jarosław Talacha/Pokromski Studio
d2woqru

Agnieszka Adamska, Wirtualna Polska: "Za duży na bajki" to poruszający film familijny o relacjach rodzinnych, przyjaźni, dorastaniu, ale także sztuce rozmowy na trudne tematy. Jakie emocje towarzyszyły pani podczas gry na planie tej produkcji?

Karolina Gruszka: Emocje były różne – głównie przez to, że moja bohaterka zmagała się z trudnym problemem, tzn. z diagnozą ciężkiej choroby. Teresa miała w sobie dużo lęku i obaw. Często przerzucała te emocje na swojego syna, starając się go chronić i kontrolować chociaż jego życie. Podczas grana tej roli w mojej głowie pojawiało się wiele myśli związanych z tego typu lękami. Zastanawiałam się, jak z jednej strony chronić dzieci przed pewnymi tematami, a z drugiej – jednak oswajać je z tym i rozmawiać z nimi prostym i zrozumiałym językiem, żeby wzajemna relacja pozostawała szczera i prawdziwa, ale jednocześnie żeby nie przekraczać też granic dziecka i nie naruszać jego wrażliwości.

Tytuł filmu można interpretować na co najmniej dwa sposoby. Pierwszy sugeruje, że główny bohater wkracza w świat dorosłych i nie interesują go już dziecięce kreskówki, a drugi – że jest na tyle duży, że nie chce być już karmiony przez swoich bliskich "bajkami", czyli niewinnymi kłamstwami, które teoretycznie mają go chronić przed stresem i niepokojem. Jaki wiek pani zdaniem jest odpowiedni, żeby oswajać dziecko z trudnymi problemami?

Nie jestem w tej kwestii żadnym ekspertem, ale mam w domu dziewięcioletnią dziewczynkę i jako jej mama uważam, że rozmawiać z dzieckiem należy od początku, od najwcześniejszych lat. Pytanie tylko, w jaki sposób to robimy. Każde dziecko dojrzewa w innym tempie, ma inną wrażliwość. Myślę, że trzeba po prostu być bardzo czujnym. Jeżeli zna się swoje dziecko i jest się z nim w kontakcie, to można wyczuć jego gotowość do podejmowanie trudnych tematów. Ważne, żeby rozmawiać z dzieckiem tak często, jak to jest możliwe. W życiu dziecka każdego dnia tyle się dzieje – zwłaszcza w okresie dorastania. Ten kocioł emocjonalny jest tak duży, że bardzo łatwo przeoczyć ten moment, kiedy nagle okazuje się że dziecko już rozumie dużo więcej, niż nam się wydaje.

 Materiał Partnera
Źródło: Materiał Partnera, fot: Jarosław Talacha/Pokromski Studio

Mam wrażenie, że pani bohaterka zatrzymała się na etapie, kiedy jej synek wymagał troskliwej opieki i nie chciała przed sobą przyznać, że syn nie potrzebuje już ochrony. W rezultacie Waldek dowiedział się o chorobie mamy na skutek samodzielnego śledztwa, a odkrycie prawdy wywołuje w nim nie tylko przerażenie, ale także złość, że nie była z nim szczera, nie potraktowała go poważnie…

Tak, moja bohaterka zdecydowanie nie stanęła na wysokości zadania, nie była w stanie wyznać Waldkowi prawdy. Szczęśliwie stało się tak, że w życiu jej syna pojawiła się ciotka, która – mając duży dystans do sytuacji – potrafiła mu pomóc. Do tego wszystkiego Teresa w końcu zaczęła dostrzegać zmiany, jakie zaszły w Waldku podczas jej nieobecności – odkryła, że syn jest w pełni samodzielny i zrozumiała, że powinna go w tym wspierać. Odsuwanie od dziecka trudnych tematów i pomijanie go w poważnych rozmowach może zaważyć na wspólnych relacjach, ale myślę, że nigdy nie jest za późno, żeby przyznać się przed samym sobą do błędu i spróbować go naprawić.

d2woqru

Pani bohaterka starała się odsuwać od swojego syna wszystkie trudy codziennego życia. Wyręczanie w domowych czynnościach, odprowadzanie do szkoły – takie zachowanie pomaga czy raczej szkodzi dziecku?

(Śmiech) Oczywiście, że pomoc dziecku w znalezieniu kontaktu z jego wewnętrzną siłą i niezależnością to jest coś, co rodzice zdecydowanie powinni robić. Na tym polega ich rola, żeby dawać dzieciom wolność i żeby uczyć je świadomego korzystania z tej wolności tak, by mogły samodzielnie i odpowiedzialnie funkcjonować w obecnym świecie. Wydaje mi się, że żyjemy w tak niespokojnych i trudnych czasach, że ta samodzielność będzie coraz bardziej niezbędna. Zwłaszcza w dużych miastach mamy obecnie skłonność do tego, żeby jednak ułatwiać dzieciom życie, usuwać im przeszkody z drogi – oczywiście, robimy to wszystko z miłości. Chcemy jak najdłużej umożliwiać im beztroskie dzieciństwo, staramy się chronić ich czystość i niewinność, dlatego też wydaje nam się, że trzeba przed nimi ukrywać te gorsze i trudniejsze strony życia. Niestety, rzeczywistość często nie pozostawia nam wyboru. Dzieci słyszą o tym, co dzieje się na świecie. Dopiero przeżyły ponad dwa lata pandemii, a teraz niemalże na ich oczach toczy się wojna, w związku z czym one same zaczynają zadawać trudne pytania. Rola rodziców polega na tym, żeby umieć z nimi na te tematy mądrze rozmawiać.

"Za duży na bajki" Materiał Partnera
"Za duży na bajki"Źródło: Materiał Partnera, fot: Jarosław Talacha/Pokromski Studio

Maciek Karaś wcielający się w Waldka ma 10 lat, a już debiutuje na dużym ekranie w głównej roli. Pani była zaledwie rok starsza, kiedy zagrała swoją pierwszą filmową rolę. Już wtedy czuła pani, że aktorstwo to jedyna i właściwa droga?

Rzeczywiście, od dziecka przejawiałam bardzo mocne zainteresowania w tym kierunku. Uwielbiałam uczyć się wierszy na pamięć, uczęszczałam do teatru muzycznego, brałam tam udział w różnych przedstawieniach i czułam, że to jest coś, co mnie bardzo pociąga i że chciałam to robić w przyszłości. Oczywiście, w międzyczasie pojawiały się różne myśli, czy to jest na pewno ta właściwa droga, czy może warto byłoby spróbować czegoś innego – ale to były raczej myśli racjonalne, wynikające też z rozmów ze starszymi osobami (śmiech). Natomiast moje serce zawsze podpowiadało mi, żeby iść w tę stronę i dziś naprawdę bardzo się cieszę, że go posłuchałam. Zresztą, później dostałam bardzo duże wsparcie od moich rodziców, którzy z jednej strony przyglądali się temu ostrożnie, ale z drugiej strony widzieli, że jeżeli ktoś ma w sobie taką pasję i miłość, to musi ją rozwijać.

d2woqru

Filmowy Waldek zmaga się nie tylko z chorobą mamy, ale także z trudami wieku dorastania. Przeżywa pierwsze zauroczenia, odkrywa siłę przyjaźni, uczy się akceptacji siebie i swojego wyglądu. Wspomniała pani kiedyś, że ten ostatni aspekt sprawiał pani duży problem w wieku dorastania.

Myślę, że to jest naturalne w okresie dojrzewania. Młodzi ludzie są zazwyczaj pełni różnorakich kompleksów i ja też takie miałam. Na szczęście, z biegiem lat uczymy się sobie z tym radzić. Wydaje mi się że najbardziej pomaga w tym miłość i akceptacja najbliższych – to dodaje sił, wzmacnia i pozwala znaleźć zdrowy dystans do siebie. Dzięki temu przestajemy być zależni od tego, co mówią o nas inni – zwłaszcza ci, którym nasze życie i nasz los nie jest specjalnie bliski sercu.

 Materiał Partnera
Źródło: Materiał Partnera, fot: © Jarosław Talacha/Pokromski Studio

Nieczęsto możemy panią zobaczyć w filmach familijnych. Właściwie to chyba pierwsza pani rola w takiej produkcji. Jak czuła się pani grając w filmie z dziećmi i dla dzieci?

Bardzo się ucieszyłem z tej propozycji – głównie dlatego, że faktycznie wcześniej w ogóle nie miałam możliwości sprawdzić się w takim gatunku. Z kinem familijnym miałam kontakt jedynie na samym początku swojej drogi artystycznej - była to ekranizacja książki Edmunda Niziurskiego "Sposób na Alcybiadesa". Później przez wiele lat nie miałam okazji zagrać w takiej produkcji, chyba dlatego, że niewiele ich w Polsce powstaje. Jako mama pomyślałam, że to bardzo ważne, żeby naszym dzieciom pokazywać też polskie filmy familijne. Będąc aktorką poczułam nawet misję (śmiech), żeby wziąć udział w projekcie, który jest mądry i wartościowy – a film "Za duży na bajki" z pewnością się do takich zalicza. Bardzo się cieszę, że będę mogła go pokazać mojej córce.

d2woqru

Film, teatr, organizacja WEDA poświęcona produkcji projektów artystycznych, którą prowadzi pani z mężem, Iwanem Wyrypajewem – jak znajduje pani czas na to wszystko?

Uprawiam ten zawód już tak wiele lat, że dobrze opanowałam zasady logistyki i wiem już, co mogę na siebie wziąć, a z czego muszę zrezygnować. Ostatnio teatralnie mieliśmy dużo spokojniejszy czas – do tego stopnia, że aż zatęskniliśmy za sceną. Pandemia mocno pokrzyżowała nam plany, ponieważ realizujemy nasze projekty niezależnie, za prywatne pieniądze, nie mamy wsparcia ze strony państwa. W związku z tym musieliśmy trochę przystopować i zobaczyć, jak sytuacja będzie się dalej rozwijała, bo nie zawsze mogliśmy sobie pozwolić na przygotowanie nowej premiery. Na szczęście mamy już kolejne plany i mam nadzieję, że uda nam się je zrealizować.

Jakiś czas temu w jednym z wywiadów wspomniała pani: "Marzę o roli, z której byłabym w 100 proc. dumna, ale takiej jeszcze nie zagrałam". Jak postrzega pani swój dorobek artystyczny dziś?

Powiedziałam to chyba całkiem niedawno (śmiech). Rzeczywiście, ciągle mam na tym polu niedosyt, ale wydaje mi się, że to dobrze! Zazwyczaj patrząc na swoje role, widzę, co można było tam jeszcze zmienić. Ale to nie jest tak, że nie ma projektów, z których nie jestem dumna. Wzięłam udział w filmach i spektaklach, które niosą za sobą wiele dobrego. Ostatni projekt, z którego jestem naprawdę dumna, to spektakl Teatru Telewizji, który był pokazywany w TVP Kultura chyba tylko raz. Obecnie można go obejrzeć bezpłatnie na VOD i bardzo zachęcam do zapoznania się z tym tytułem. Mowa o spektaklu "Badania ściśle tajne. New Constructive Ethic" w reżyserii mojego męża. To tekst, który mówi o obecnej sytuacji na świecie, o zbliżającej się katastrofie klimatycznej, ale też o tym, na ile jako ludzkość w ogóle jesteśmy gotowi jednoczyć się w imię ważnych spraw i na jakim jesteśmy etapie rozwoju ewolucyjnego, na ile potrafimy się komunikować i czy jesteśmy sobie w stanie poradzić z bardzo aktualnym teraz problemem, jakim są reżimy totalitarne. To dla mnie bez wątpienia bardzo ważny spektakl.

d2woqru

Dotychczas grała pani głównie role uwodzicielskich femme fatale. Postać mamy w filmie "Za duży na bajki" jest ciekawą nowością w pani repertuarze. Jak podchodzi pani do tej zmiany?

Zawsze dbam o to, żeby moje role były zróżnicowane. Staram się przyjmować takie propozycje, które dają mi wiele możliwości rozwijania swojego warsztatu artystycznego. Ale rzeczywiście, jest coś dobrego w tym, że czas płynie, a ja dojrzewam jako aktorka i jako kobieta, dzięki czemu jestem gotowa na nowe wyzwania. Możliwość wejścia w ten etap, kiedy można grać kobiety dojrzalsze, w tym także mamy, to dla mnie jako aktorki szansa na nowe wyzwania i bardzo się z tego cieszę (śmiech).

"Za duży na bajki" to film skierowany zarówno do dzieci, jak i ich rodziców. Co pani zdaniem widzowie wyniosą z tej ciepłej, rodzinnej opowieści?

Myślę, że w tych dzisiejszych, bardzo trudnych czasach ważne jest to, żeby znajdywać momenty na oddech, tak, aby nie zwariować, oglądając te wszystkie tragiczne informacje, które do nas docierają, żeby zachować psychiczną równowagę. To ważne, żeby nie dać się wciągnąć w toksyczne emocje, którymi karmi się każda wojna. Warto oderwać się od smartfona i spędzić czas ze swoimi dziećmi, które bardzo potrzebują teraz naszej obecności. Być może takim momentem oddechu będzie wspólna wyprawa do kina na film, który jest ciepłą historią mówiącą o sile prawdy, poszukiwaniu swojej wewnętrznej mocy, o tym, jak ważne jest budowanie między ludźmi prawdziwego kontaktu, opartego na czułości i szczerości – a wszystko to z odpowiednią dawką poczucia humoru.

Materiał powstał przy współpracy z Next Film
d2woqru
d2woqru