"Klecha": Film za 8 mln zł, którego nikt nie widział. Aktorka wspomina plan
Za blisko 8 milionów złotych powstał film, który miał trafić na kinowe ekrany i odpowiedzieć na sukces "Kleru". Dziś "Klecha" jest produkcją bez dystrybucji, a prokuratorskie postępowanie wciąż nie daje odpowiedzi na pytanie: co poszło nie tak? Jedna z aktorek wspomina kulisy pracy nad projektem.
Choć historia filmu "Klecha" ciągnie się już blisko dekadę, puste miejsce po jego kinowej premierze wciąż budzi emocje w środowisku filmowym. Zdjęcia zakończono już w 2018 roku, a budżet produkcji sięgnął blisko 8 milionów złotych, z których znaczna część pochodziła z dotacji publicznych i samorządowych.
Po latach sporów finansowych, zaległych honorariach i upadku jednej z firm producenckich, śledztwo dotyczące nieprawidłowości przy produkcji zostało wznowione przez sąd po wcześniejszym umorzeniu przez prokuraturę.
"Kultura WPełni". Kawulski o antynagrodach: "Dla mnie to festiwale frustratów"
Do tej kontrowersyjnej historii dołącza teraz głos jednej z aktorek, Joanny Kuberskiej, która w mediach społecznościowych wróciła pamięcią do czasu spędzonego na planie "Klechy". Aktorka podkreśla, że mimo braku premiery film pozostawił jej niezapomniane doświadczenia artystyczne i osobiste.
"Zdjęcia z planu filmowego 'Klechy'. Filmu, który nigdy nie wszedł na ekrany kin… i pewnie już nie wejdzie. Dziś dostałam od znajomych artykuł m.in. z tymi zdjęciami, ale przede wszystkim z informacją, że firma produkująca 'Klechę' ogłosiła upadłość", zaczęła swój wpis Kuberska.
"Ale jakie mamy wspomnienia z tego planu, to tylko my wiemy! Jak asfalt topił nam się pod stopami, jak próbowaliśmy dogonić burzę , jak mieliśmy prywatne lekcje i uczyliśmy się układu choreograficznego z mikrofonem z lat 70-tych tym srebrnym, z kabelkiem [...]. Jak kręciliśmy sceny z prawdziwą pielgrzymką idącą na Jasną Górę - i w sumie przez film przewinęło się 3000 statystów. Jak oglądaliśmy pełnię księżyca i przyszły sarenki…", kontynuowała Kuberska.
Aktorka opowiadała też o codziennych wyzwaniach zdjęciowych, od upałów, które topiły asfalt pod stopami, po zabawne sytuacje związane z poszukiwaniem kostiumów - jak np. poszukiwanie sukni ślubnej po całym Radomiu.
Kuberska nie ukrywa, że choć premiera filmu nigdy się nie odbędzie, to wspomnienia z planu są dla niej istotne. "Dla mnie ten projekt - mimo że można powiedzieć ‘niezrealizowany’ - był pełen jedynych w swoim rodzaju spotkań", zaznaczyła.
Choć filmu prawdopodobnie nigdy nie zobaczymy, możemy przeczytać jego opis. Bohaterem jest oddany pracy dla innych, otaczający opieką słabszych i potrzebujących, wrogi komunistycznej władzy, niepodatny na próby zwerbowania przez służby ksiądz Roman Kotlarz. Jest on solą w oku funkcjonariusza SB o pseudonimie "Mistrzo", który za punkt honoru postawił sobie złamanie duszpasterza wszelkimi dostępnymi metodami.
Zastraszanie, pobicia i perfidne prowokacje nie przynoszą efektu. Podczas wydarzeń radomskich 1976 roku ksiądz Roman przekracza kolejną granicę. Głuchy na groźby funkcjonariuszy i prośby niektórych przedstawicieli duchowieństwa o nieangażowanie się w politykę, z całą mocą wspiera protestujących robotników. Tego Mistrzo nie może już mu darować.
Film miał gwiazdorską obsadę. W roli księdza Romana wystąpił Mirosław Baka, w postać esbeka wcielił się Piotr Fronczewski. W projekcie udział wzięli także Artur Żmijewski, Danuta Stenka, Janusz Chabior i Marcin Bosak.