Rola w "Długu" Krzysztofa Krauzego na długo odcisnęła się na psychice Jacka Borcucha. Aktor, który wcielił się w postać inspirowaną Sławomirem Sikorą, przyznaje dziś, że przez wiele miesięcy towarzyszył mu niepokój i poczucie zagrożenia.
"Dług" w reżyserii Krzysztofa Krauzego miał premierę w 1999 roku i szybko stał się jednym z najważniejszych polskich filmów przełomu wieków. Oparty na prawdziwych wydarzeniach, opowiada historię dwóch młodych przedsiębiorców, którzy wpadają w sidła bezwzględnego gangstera. Film poruszył widzów realizmem i brutalnością, a także wywołał debatę o granicach prawa i sprawiedliwości w Polsce lat 90.
- Pamiętam taką scenę, już po zdjęciach. Zatrzymałem się samochodem na światłach, obok polonez pełen karków – łysi, w dresach. Jeden otworzył okno, pokazał mi "faka" albo coś krzyknął. Na czerwonym świetle odjechałem, byłem przestraszony - wspomina Borcuch w programie "Kultura WPełni". - Też byłem w permanentnym lęku, miałem coś na kształt przedłużonego afektu. Bo przecież słuchałem taśm morderców, w końcu zabili człowieka, prawda?
Aktor podkreśla, że udział w filmie nie był zwykłą rolą, lecz zetknięciem się z autentycznym dramatem. - To nie była opowieść zrodzona z czyjejś wyobraźni, że ktoś fajnie wymyślił scenariusz i teraz trzeba go opowiedzieć wiarygodnie. To była prawdziwa, ciężka historia - mówi.
Spotkanie ze Sławomirem Sikorą, który odezwał się do niego jeszcze z więzienia, Borcuch odrzucił. - Chciał się spotkać podczas przepustki. Oczywiście się nie zgodziłem. Nie potrzebowałem tego, nie chciałem - podkreśla.
Choć od premiery "Długu" minęły lata, Borcuch wciąż wspomina, że praca nad filmem pozostawiła w nim emocjonalny ślad. – To była mroczna, nieprzyjemna historia.