"Wiem, koniec jest bliski". Tak dziś wygląda gwiazdor słynnego filmu
W tym roku hollywoodzkie wytwórnie zawiodły fanów filmów grozy. W Stanach podczas halloweenowego weekendu nie pojawił się żaden ciekawy dla nich tytuł. Dużą popularnością cieszył się natomiast film, który premierę miał przed 40 laty – "Powrót do przyszłości".
W piątek, podczas Halloween, reedycja "Powrotu do przyszłości" znalazła się na trzecim miejscu amerykańskiego box office’u. Minimalnie przegrała z "Bugonią" - nowym filmem Yorgosa Lanthimosa z Emmą Stone oraz z "Czarnym telefonem 2" – horrorem, który miał premierę przed trzema tygodniami. Widać, że hollywoodzkie wytwórnie mają coraz większy problem ze zrealizowaniem i wypromowaniem dużego przeboju w kinach. W tej sytuacji coraz większą popularnością cieszą się powroty do przeszłości, czyli na ogół rocznicowe reedycje kultowych filmów sprzed lat.
Rekordziści. Te filmy zarobiły najwięcej, kwoty przyprawiają o zawrót głowy
Słynny film Roberta Zemeckisa powstał w 1985 roku. Wielu widzów zna go zapewne na pamięć. Doktor Emmett Brown (Christopher Lloyd) wynalazł wehikuł czasu. Podczas testu pojazdu, w dramatycznych okolicznościach nastoletni przyjaciel doktora, Marty McFly (Michael J. Fox), przenosi się w czasie do 1955 roku. Szukając możliwości powrotu do przyszłości spotyka swoich przyszłych rodziców i przez przypadek zaburza przebieg niezwykle ważnego wydarzenia dla całej jego rodziny.
"Co? Matka namiętnie całuje syna? Nie ma mowy" – mieli usłyszeć przyszli twórcy filmu reżyser Robert Zemeckis i scenarzysta Bob Gale podczas spotkania z szefami Disneya. Wytwórnie bardzo sceptycznie podchodziły do pomysłu duetu, który na dodatek miał na koncie kilka nieudanych pod względem finansowych przedsięwzięć ("1941", "Chcę trzymać się za rękę", "Używane samochody"). Na szczęście mieli oni wsparcie w osobie filmowego wizjonera, Stevena Spielberga, który postanowił wyprodukować "Powrót do przyszłości". Gdyby nie on, zamieniony w wehikuł czasu DeLorean prawdopodobnie nigdy nie rozpędziłby się do prędkości 88 mph i historia kina byłaby uboższa o bardzo ważny rozdział.
Najprawdopodobniej historia kina byłaby też uboższa, gdyby filmowcy, po nakręceniu sporej już części filmu, nie zdecydowali się wymienić aktora grającego głównego bohatera. Wszystkie sceny, w których pojawiał się Eric Stoltz zostały nagrane raz jeszcze. Tym razem z udziałem Michaela J. Foxa. I tak powstał jeden z największych kinowych przebojów lat 80.
Z okazji 40. rocznicy premiery "Powrotu do przeszłości", a także wydania autobiografii "Future Boy: Back to the Future and My Journey Through the Space-Time Continuum", Michael J. Fox udzielił wywiadu magazynowi "People". Jak wiemy, aktor od lat cierpi na chorobę Parkinsona. "Budzę się i wiem, jak ciężki to będzie dla mnie dzień, ale staram się do tego dostosować. Każdy mój krok jest teraz matematycznym działaniem. Muszę najpierw go szczegółowo obmyślić, a potem próbuję go zrealizować. Ciągle napotykam nowe wyzwania fizyczne i jakoś sobie z nimi radzę. Teraz jeżdżę na wózku inwalidzkim i trochę czasu zajęło mi przyzwyczajenie się do tego. Wiem, że lek za mojego życia nie powstanie i koniec jest bliski. Trzeba więc brać to, co dobre i starać się to wykorzystać" – powiedział aktor.