"The Paper" debiutuje jako spin-off amerykańskiego serialu "The Office" i od początku stoi w cieniu kultowego pierwowzoru. Twórcy i obsada podkreślają, że presja jest realna, ale celem nie jest kopiowanie znanej formuły, lecz stworzenie czegoś własnego.
Amerykański serial "The Office" to dziś jeden z najbardziej kultowych sitcomów w historii telewizji. Serial nie tylko zdobył ogromną popularność w Stanach Zjednoczonych, ale też doczekał się statusu fenomenu popkulturowego: memy, cytaty i sceny z Michaelem Scottem na stałe przeniknęły do internetu i języka codziennego. Powstały regionalne wersje hitu, w tym polska, która cieszy się bardzo dużą popularnością (właśnie premierę miał już 5. sezon na Canal+). Produkcja stała się również jednym z najchętniej oglądanych tytułów na platformach streamingowych i numerem jeden podczas kolejnym pandemicznych lockdownów. To dziedzictwo jest błogosławieństwem i wyzwaniem dla każdego projektu osadzonego w tym samym uniwersum.
Wiadomo było, że nie ma szans na kolejne sezony tej historii, ale od jakiegoś czasu mówiło się o spin-offie. Nowy serial, ale osadzony w tym uniwersum, ma tytuł "The Paper" i został stworzony przez Grega Danielsa, twórcę "The Office". W serii pojawia się także jeden bohater z "oryginału" - Oscar, grany przez Oscara Martineza.
Rozmawialiśmy na Zoomie z Domhnallem Gleeson i Chelsea Frei, którzy grają główne role (Neda i Mare) w "The Paper" m.in. o presji, jaka na nich ciąży, sercu nowego serialu i pracy od dziewiątej do piątej.
Porównania, jak przyznają Domhnall Gleeson i Chelsea Frei, są nieuchronne.
- Oryginalne, amerykańskie The Office też miało wielką presję na starcie przez brytyjski pierwowzór, ale znalazło własną przestrzeń i stało się czymś zupełnie innym. My robimy coś innego i mam nadzieję, że też znajdziemy swoje miejsce - mówi Gleeson.
Choć humor przychodzi im z łatwością, ton zmienia się, gdy rozmowa schodzi na temat, co tak naprawdę jest sercem nowej produkcji.
– Odnajdywanie optymizmu, nawet wtedy, gdy go brakuje – odpowiada Frei. – Myślę, że właśnie to się dzieje, kiedy Ned pojawia się w redakcji i ożywia nie tylko Mare, ale też wszystkich w biurze. Sprawia, że chcą czegoś więcej, chcą zrobić coś większego.
Frei podkreśla, że serial mierzy się z ponurą rzeczywistością — ale nie po to, by ją pogłębiać. – Świat potrafi być bardzo smutny, szczególnie teraz. A tu chodzi o dostrzeżenie znaczenia opowiadania historii i podkreślania wartości lokalnej społeczności – uważa aktorka.
Gleeson podsumowuje krótko: – Oni próbują uczynić świat lepszym miejscem. Robią to kiepsko, ale naprawdę się starają. I to jest w tym piękne.
Para przypomina także sytuacje z planu, gdy Domnhall przez cały dzień musiał jeść popcorn: - Cały dzień byłem pełen popcornu. To okropne zadanie i okropne uczucie. I obie rzeczy są prawdziwe - powiedział z kamienną miną Gleeson.
Praca sprzed aktorstwa: od tamponów po piżamę na Zoomie
Nie każdy trafia od razu na plan filmowy. Aktorzy podzielili się z nami doświadczeniami z poprzednich prac. Gleeson w rozmowie z WP wspomina:
– Pracowałem na stacji benzynowej i w supermarkecie. Kiedy wykładałem towar, kazali mi zwolnić, bo denerwowałem klientów. Powiedzieli, że jestem za bardzo chaotyczny. Wycierałem podłogę, a oni mówili: "przestań, uspokój się".
Najmocniej utkwiła mu w pamięci półka z produktami higienicznymi: – Gdy wykładałem tampony, jeden z facetów powiedział: nie, nie, niech zrobi to któraś z pań. Pomyślałem: co niby ma się stać?
Chelsea Frei miała z kolei swój biurowy epizod — i to krótki.
– Pracowałam w startupie w Nowym Jorku. Drugiego dnia pracy dostałam wiadomość, że mam przestać pojawiać się w pracy w piżamie.
Po chwili przyznaje, że "stylizacja" naprawdę mogła wyglądać znajomo: – To były fajne dresy i modna bluza. Wyglądały jak piżama. To były też ubrania, w których spałam.
"The Paper" jest dostępny na platformie SkyShowtime.
Basia Żelazko, dziennikarka Wirtualnej Polski