Trwa ładowanie...
d1uaup6
d1uaup6
Aktualności

Wyboista droga

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
d1uaup6

Istnieje opinia, że to życie pisze najlepsze scenariusze. Nawet jeśli jest tak w rzeczywistości, to nie oznacza to jeszcze, że od razu na podstawie takiej historii można stworzyć świetny film. Najnowszym przykładem tego jest „Droga do zapomnienia” w reżyserii Jonathana Teplitzky’ego.

„Drogę do zapomnienia” nakręcono bazując o wspomnienia spisane przez Erica Lomaxa. Był on brytyjskim żołnierzem, który w czasie II wojny światowej trafił do japońskiej niewoli. Razem z przyjaciółmi zmuszany był do pomocy przy tworzeniu kolei, która połączyłaby Singapur z Chinami. Za skonstruowanie radia, dzięki któremu żołnierze mogli słuchać tego co dzieje się na świecie, Erica brutalnie torturowano, co nie pozostało bez wpływu na jego psychikę po zakończeniu działań zbrojnych. Niedługo po ślubie z poznaną w pociągu Patricią, Eric dowiaduje się, że obecny przy jego męczarniach japoński tłumacz wciąż żyje.

Eric jest trapiony nieustającymi koszmarami i powracającymi uporczywie wspomnieniami, a dolegliwości te pojawiają się w filmie nagle, ni z gruszki ni z pietruszki. Zagubienie widza potęgować może fakt, że tak naprawdę przez większość projekcji nie wiemy, co dokładnie przytrafiło się bohaterowi, gdyż on sam milczy, przyjaciele zaś nic nie wiedzą. Przyznam szczerze, że to zmuszanie publiczności do ciągłego wyobrażania sobie, jakie okropności mógł przeżyć Eric mają w sobie coś sadystycznego. A na pewno przeszkadza to w zrozumieniu postaci i targających nim emocji. Przez to też ciężko jest zaangażować się w to, co dzieje się na ekranie. Ani to emocjonujące, ani wstrząsające, ani trzymające w napięciu. Duże pretensje można mieć też do końcówki, kiedy w końcu Eric spotyka się z jednym ze swoich oprawców. Oczywiście dobrze, że cała rzecz potoczyła się tak, a nie inaczej, jednak ich relacje potraktowane są po macoszemu, bardzo krótko i pobieżnie. Z tego wynika zaś fakt, że zarówno film jak i jego przesłanie są mocno
nieprzekonujące.

Jednocześnie jednak, co zakrawa chyba na pewien paradoks, „Droga do zapomnienia” ma bardzo dobre tempo i ciężko zarzucić filmowi Teplitzky’ego, że nudzi. Z drugiej strony marna to pociecha, skoro ogląda się go na zimno, bez specjalnych emocji. Na plus za to policzyć należy aktorstwo, które jest na wysokim poziomie. Colin Firth robi co może, by uwiarygodnić swojego bohatera i sprawić, by odbiorca przejął się jego losem. Dużo mniej do grania ma Nicole Kidman, głównie dlatego, że dostała bardzo mało czasu ekranowego, a jej postać, chociaż niewątpliwie ważna dla Erica, w filmie pełni rolę drugo, jeśli nie trzecioplanową. „Droga do zapomnienia” ma też bardzo ładne zdjęcia – zarówno te, w których dominują żywe kolory, jak i takie, gdzie jest szaro i przygnębiająco. Cieszy mnie również spora liczba nawiązań do filmu „Most na rzece Kwai” Davida Leana, co w sumie było dość oczywiste, w końcu oba filmy pośrednio dotyczą budowy kolei przez zniewolonych brytyjskich żołnierzy.

Nieliczne pozytywy nie sprawiają niestety, że „Droga do zapomnienia” jest filmem dobrym i godnym polecenia. Tym bardziej, że łatwo wyobrazić sobie, że na podstawie takiej historii powstaje o wiele lepsza produkcja – można więc mówić o sporym rozczarowaniu. Sądzę więc, że film Jonathana Teplitzky’ego zamiast wryć się w pamięć widza, zostanie przez niego szybko zapomniany.

d1uaup6

Podziel się opinią

Share

d1uaup6

d1uaup6