Bohater “Bez duszy” nazywa się… Paul Giamatti i jest aktorem. Sfrustrowanym, zmęczonym i niepotrafiącym wybić się ponad zawodową rutynę. Ta drobna uszczypliwość ze strony scenarzystów wydaje się całkiem zasadna, bo choć wcielający się w tę rolę prawdziwy Giamatti nie odgrywa po prostu samego siebie, to jednak pomiędzy nim a jego ekranową personą istnieje oczywista symbioza, pozwalająca przyswoić absurdalny lejtmotyw filmu. Fikcyjny Giamatti posługuje się tu mimiką prawdziwego - wystudiowanym zbiorem gestów, od których aktor nie może uwolnić się od czasu przebojowych “Bezdroży” Alexandra Payne’a.