RecenzjeCierpienia młodego pozera

Cierpienia młodego pozera

Jak stara się nas przez cały czas trwania filmu przekonać reżyser, dorastanie to żmudny i wyboisty proces, którego obłaskawienie jest prawdziwą sztuką. Panie Wiesen, proszę powiedzieć nam coś, czego jeszcze nie wiemy...

Główny bohater, George (Freddie Highmore znany m.in. z „Charliego i fabryki czekolady”) – młody artysta i outsider - uczy się w snobistycznym liceum pełnym bogatych i zepsutych burżujów. To wyjątkowo irytująca postać - chłopak “buntuje się” (huncwot śmie nie odrabiać lekcji!) nie wiadomo przeciwko czemu. Jego sytuacja rodzinna, choć skomplikowana, nie wykracza poza przyjęte w filmach i życiu normy, a młodzieńcze miłosne fascynacje – George podkochuje się w popularnej, acz pozbawionej jakichkolwiek własnych pasji i zainteresowań Sally (Emma Roberts) - wyjątkowe mogą się wydawać tylko jemu samemu. Czy uda mu się zdobyć serce pięknej i nieosiągalnej królowej szkolnych imprez, odkryć swoje artystyczne „ja” i w tym wszystkim pozostać wiernym sobie?

Próbując odpowiedzieć na to pytanie, reżyser piętrzy stereotypy o trudach dojrzewania, o wzajemnych nastoletnich relacjach, o stosunku młodych do szkoły i dorosłości... George'owi przyjdzie skonfrontować się z tak rewolucyjnymi prawdami, jak np.: a) ludzie kłamią; b) nigdy nie wolno zostawiać dziewczyny ze starszym kolegą, szczególnie jeśli jest artystą; c) belfrzy choć na pierwszy rzut oka wydają się bez serca, to też ludzie; d) matczyna miłość nie zna granic...

Rzeczywiście, “Sztuka dorastania” spłaszcza nieco głębię nastoletnich problemów, ale w ogólnym rozrachunku, o dziwo, nie wydaje się to ani tanie, ani irytujące. Film, choć może wydawać się naiwny, jest po prostu w swoim skomplikowaniu adekwatny do nastoletniej mentalności, którą przedstawia, a przez to spójny i wiarygodny. Po jakimś czasie zaczynamy lubić George'a, a akcja zaczyna wciągać, bawić i cieszyć, choć jej finał od początku wydaje się oczywisty. Jest w tym filmie dobry duch, jakiś rodzaj wewnętrznego rytmu, który prowadzi widza i umożliwia mu włączenie się w historię. Można się na „Sztuce...” wkurzyć, wzruszyć i pośmiać. To świetna propozycja zarówno na wyjście do kina z rodzicami (jeśli się z nimi kumplujemy), jak i samotną eskapadę do pobliskiego multipleksu.

Kiedy George wraz ze swoim „mentorem”, malarzem Dustinem (fantastyczny Michael Angarano!), stoją w przed obrazem Marka Rothko, w nowojorskim Whitney Museum, odkrywają starą jak świat zasadę dotycząca odbioru sztuki. “To sprawia, że coś czuję” - mówi bohater. W przypadku Rothko nie jest to zaskakująca deklaracja; w przypadku “Sztuki dorastania” - zaskakująca, być może nieco wstydliwa... ale prawdziwa.

Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)