Aktualności
27-09-2007 (15:02)

Nigdy więcej Katynia!

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Plakat filmu "Katyń" Andrzeja Wajdy
Plakat filmu "Katyń" Andrzeja Wajdy (ITI Cinema)
WP

Najnowszy film Andrzeja Wajdy jest kiczem. Z wyjątkiem ostatnich sekwencji pokazujących w oszczędny i poruszający sposób mord na polskich oficerach. Zanim jednak do niego na ekranie dojdzie, oglądamy socrealistyczne z ducha i patetyczne w tonacji zmagania haseł „Bóg, honor, ojczyzna” z mętnymi i godnymi potępienia postawami ambiwalentnymi.

Wygląda to tak, jakby Wajda – w ramach rewanżu za to, że nie można było nakręcić filmu o Katyniu tuż po wojnie – postanowił zrobić go w obowiązującej wówczas poetyce. Tyle że wziął na warsztat temat absolutnie wtedy zakazany. Ale zemsta po latach jest najczęściej spóźniona i anachroniczna.

Zamiast ludzi z krwi, kości i innych substancji organicznych mamy więc w filmie ludzi z marmuru – prawych, nieugiętych i z pogardą spoglądających na słabeuszy z papieru, którzy się zaprzedali nowej władzy. Nie wnika Wajda (a przecież w swoich najlepszych dziełach wnikał!) w wewnętrzną szarpaninę tych, którzy ocaleli z niemieckiego i sowieckiego pogromu, i jakoś musieli żyć w powojennej rzeczywistości.

WP

Zobacz galerię zdjęć z "Katynia" Andrzeja Wajdy

Wielowątkowa, narodowa epopeja nie sprzyja skupieniu na dramatach jednostek. Te więc rozgrywają się w pięć minut i kończą się - jak historia granego przez Andrzeja Chyrę oficera, który wydostał się z radzieckiego obozu i wrócił do Polski z wojskiem ludowym – samobójczym strzałem w głowę. Cementuje Wajda ów nieludzki, polsko-romantyczny imperatyw, w myśl którego lepiej głupio, ale z honorem zginąć niż próbować żyć, choćby i z plamą na sumieniu, i licznymi wątpliwościami.

Zresztą, czym tam naprawdę zawinił oficer Chyry? Tym, że nie został zamordowany z kolegami? Że nie zdążył do Andersa i przyłączył się do oddziałów tworzonych przez Rosjan? A co miał robić? W ramach protestu umrzeć z głodu na stepie?

Wajda sugeruje – i na tym też polega fałsz owego wątku – że wraz ze śmiercią odszczepieńca Chyry kończą się etyczne i życiowe dylematy związane ze sprawą katyńską. Od tej pory podział jest jasny – na komunistycznych kłamców i niezłomnych obrońców prawdy. A nieprawda!

WP

W gruncie rzeczy, sprawa katyńska zaczęła się właśnie w 1945 roku. Oficerowi zginęli, ale zostały po nich wdowy, które – inaczej niż w filmie– nie mogły być przez cały czas posągowe. Bo to bardzo niewygodna i nieżyciowa pozycja.

Chroniąc, wbrew naciskom władz, pamięć o mężach jakoś (jak?) przecież dalej snuły nić żywota swego. To samo, w jeszcze większym stopniu tyczy katyńskich sierot reprezentowanych w filmie przez Antoniego (Antoni Pawlicki), który także daje się bezsensownie… zabić w imię prawdy. Tymczasem, jak pokazuje chociażby biografia samego Wajdy, kompromis z nową władzą bywał często i koniecznością, i mądrością. W imię czego reżyser mądrość ową teraz zakłamuje?

„W krainie kiczu wszystko należy traktować ze śmiertelną powagą” – napisał Milan Kundera. Śmierć oficerów z pewnością nie jest powodem do żartów, ale w „Katyniu” praktycznie nie ma dialogów prowadzonych na temat inny niż Sprawa. Wysokie C rozbrzmiewa tak długo i natrętnie, że zaczyna zwyczajnie irytować. Aż się prosi, by ktoś wreszcie – tak zwyczajnie, po ludzku – wymienił parę zdań np. na temat pogody.

Ciekaw również byłoby zobaczyć, co poza modleniem się i dumaniem nad Polską, robili polscy oficerowi w niewoli. Tyle chłopa na tak małej przestrzeni! „Wszystko, co narusza kicz jest eliminowane z życia: każdy przejaw indywidualizmu (...), każda wątpliwość (...), ironia (...).” Nic dziwnego, że Katyń nie ma indywidualnego bohatera, pokazuje postaci wyłącznie jako część zbiorowości i całą historię tłamsi ramą narodową.

WP

Zamierzył sobie Wajda zrobienie z filmu tragedii, na co wskazują chociażby cytaty z „Antygony”. Tyle że tragedia to starcie i konflikt dwóch racji. Z tragedii widz wychodzi poruszony, „bijąc się z myślami”. W „Katyniu” Antygona ma kamienną twarz popularnej gwiazdy, Magdaleny Cieleckiej. Po przeciwnej stronie barykady stoi siostra bohaterki, Agnieszka, która poszła na „zgniły kompromis”. Gra ją, nieznana szerszej publiczności, reżyserka teatralna, Agnieszka Glińska. Masowy widz bez zastanowienia podąży (jak podąża kamera) za Cielecką i, nie bijąc się z myślami, ulokuje w niej swoją sympatię i swoje poparcie.

Wajda tuż po stanie wojennym wystawił „Antygonę” na deskach Starego Teatru. Nie widziałem tego spektaklu, ale z opisów wynika, że w tej nieznośnej agitce słuszność całkowicie była po stronie bohaterki. Kreon natomiast został zredukowany do figury bezwzględnego dyktatora. Wtedy mógł Wajdę usprawiedliwiać czas powstania spektaklu. Ale dzisiaj?

Dzisiaj „Katyń” nie jest żadnym aktem odwagi. Bowiem od 1989 roku nikt już tej zbrodni nie przemilcza i nie fałszuje. I chociażby dlatego, w roku 2007 należało zrobić coś innego niż akademię ku czci, wzmacniającą narodową retorykę i romantyczny mit Polski jako męczennicy.

Powiem więcej – w obecnej sytuacji politycznej i społecznej, uważam Katyń” za przejaw smutnego i niebezpiecznego zarazem oportunizmu.

WP
Polub WP Film
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP