Amber Heard mówi o skutkach procesu z Deppem. "Straciłam zdolność mówienia"
Amber Heard podczas Sundance Film Festival 2026 wprost odniosła się do skutków przegranego procesu o zniesławienie z 2022 r. Aktorka w dokumencie "Silenced" powiedziała, że nie chce już opowiadać swojej historii.
Amber Heard pojawiła się gościnnie w filmie dokumentalnym "Silenced", który pokazano na festiwalu Sundance. Dokument dotyczy pozwów o zniesławienie wykorzystywanych przeciw kobietom mówiącym o przemocy. Aktorka mówi w nim o osobistych konsekwencjach głośnego sporu sądowego z byłym mężem Johnnym Deppem.
W rozmowie z reżyserką Seliną Miles Heard stwierdziła: - To nie jest o mnie. Straciłam zdolność mówienia - po czym dodała: - Nie jestem tu, aby opowiadać moją historię. Nie chcę opowiadać mojej historii... Właściwie nie chcę już używać swojego głosu. To jest problem.
Superman poparł ICE? Tak wytłumaczył powody swojej decyzji
Johnny Depp w 2019 r. pozwał Heard na 50 mln dol. za zniesławienie po jej tekście z 2018 r., który ukazał się w "Washington Post". Heard opisywała tam przemoc domową, której doświadczyła. I choć nie padło tam nazwisko Deppa, można było wywnioskować, że chodzi właśnie o niego. Po trwającym trzy lata sporze ława przysięgłych uznała roszczenia aktora i przyznała mu 10 mln dol. odszkodowania oraz 350 tys. dol. tytułem kar.
Z kolei Heard uzyskała 2 mln dol. odszkodowania w ramach własnego kontrpozwu. W grudniu 2022 r. obie strony zakończyły sprawę ugodą, w której aktorka zgodziła się zapłacić Deppowi 1 mln dolarów.
Po wyroku Heard przeniosła się do Hiszpanii wraz z córką Oonagh Paige. Z kolei Depp w ubiegłym roku, w rozmowie z "The Times", mówił o swoim procesie jako o sprawdzianie epoki #MeToo.
Aktor "Piratów z Karaibów" opisywał, że czuł się jak "manekin do testów zderzeniowych" w sporze z Amber Heard. Jego wypowiedzi miały dotyczyć nie tylko skutków procesu, ale też reakcji środowiska filmowego, które go wykluczyło na kilka lat.