Upadł na samo dno. A miał być następcą Harrisona Forda
Gdy w 2008 roku Shia LaBeouf wystąpił obok Harrisona Forda w filmie "Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki", pisano, że teraz to on stanie się nową gwiazdą kultowego cyklu, a także jednym z najpopularniejszych aktorów w Hollywood. Shia nie uniósł jednak ciężaru sławy, która spadła na niego w młodym wieku.
Shia LaBeouf szybko poznał uroki popularności. W filmach i serialach dla młodzieży zaczął występować już w wieku 12 lat. Na tle rówieśników wyróżniał się dojrzałą grą, ale także energią i ekscentrycznością. Wkrótce zaczął się pojawiać w wysokobudżetowych produkcjach dla starszej widowni, w drugoplanowych, ale wyrazistych rolach ("Aniołki Charliego: Zawrotna szybkość", "Ja, robot", "Constantine"). A później Steven Spielberg zatrudnił go do filmu "Transformers". Shia miał wówczas 19 lat.
Dziecięce gwiazdy dziś
Jak pamiętamy, rola Sama Witwicky’ego przyniosła młodemu aktorowi ogromną sławę. Szybko okazało się, że LaBeouf nie chce być jedynie gwiazdą jednego blockbustera, lecz aktorem z prawdziwego zdarzenia. A ponieważ miał duże ambicje oraz możliwości, jeszcze w czasach kręcenia "Transformersów", zagrał w "Królestwie Kryształowej Czaszki", "Eagle Eye", "Wall Street: Pieniądz nie śpi" Olivera Stone’a i "Gangsterze" Johna Hillcoata. Tak mocnego wejścia w Hollywood nie miał od dłuższego czasu żaden aktor.
Pierwsze sygnały zbliżającego się upadku wschodzącej gwiazdy kina pojawiły się dość wcześnie, bo już w 2008 roku, tuż po premierze "Indiany Jonesa". Samochód, którym kierował LaBeouf, został uderzony przez inny pojazd, który wjechał na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Aktor nie ponosił tu winy, ale okazało się, że był pod wpływem alkoholu. Zatrzymano mu wówczas prawo jazdy.
LaBeouf nie poniósł wówczas większych konsekwencji, a jego pierwsze ekscesy zrzucane były na karb ekscentryczności. Do czasu. W jednym z wywiadów powiedział: "Przyjeżdżasz na miejsce i nagle orientujesz się, że to nie jest Spielberg, o którym marzyłeś. Spotykasz innego Spielberga, będącego na innym etapie swojej kariery. To nie reżyser, a raczej pieprzona firma". Wtedy wiadomo już było, że w kolejnej części "Indiany Jones" nie zagra.
LaBeouf nie ma też żadnych oporów przed dzieleniem się z mediami szczegółami ze swojego życia. Na przykład chętnie opowiadał o tym, jak sypiał z cudzymi dziewczynami. W jednym z wywiadów chwalił się, że uprawiał seks ze swoją koleżanką z planu, Megan Fox.
Przez ostatnie dziesięć lat w mediach pisano głównie o ekscesach popularnego kiedyś aktora. Jeździe pod wpływem alkoholu, agresji na planach coraz bardziej niszowych filmów, burdach w nocnych lokalach, zarzutach o molestowanie seksualne, znęcaniu się nad partnerkami. Był kilkakrotnie zatrzymany przez policję.
W 2022 roku aktor ogłosił przejście na katolicyzm. Decyzja ta miała być podyktowana pobytem w klasztorze kapucynów, a zwłaszcza udziałem we Mszy Trydenckiej, która zrobiła na nim duże wrażenie. W wywiadzie dla magazynu "Interview" powiedział: "Odnalazłem Boga podczas kręcenia filmu ‘Furia’. Stałem się chrześcijaninem".
Efekt "nawrócenia" był widoczny, ale krótkotrwały. Przed kilkoma tygodniami zaczęły pojawiać się newsy zatytułowane "On terroryzuje miasto". Tak aktor "bawił się" w Nowym Orleanie podczas Mardi Gras - święta karnawału. Świadkowie widzieli go w wielu lokalach dzielnicy w stanie wskazującym na silne upojenie. Jego zachowanie było chaotyczne, prowokacyjne i jasno wskazywało, że gwiazdor powrócił do nałogu.
Najpoważniejszy incydent miał miejsce w barze Ms Mae's, gdzie aktor pojawił się bez koszulki i gotówki. LaBeouf nie ograniczył się do zamawiania kolejnych drinków, tylko próbował zwrócić na siebie uwagę, pytając ludzi: "Czy wiesz, kim jestem?" Pracownicy innych lokali również skarżyli się na jego głośne i uciążliwe zachowanie. Ostatecznie aktor wdał się w bójkę, został aresztowany i oskarżony o naruszenie nietykalności cielesnej.
W końcu Shia LaBeouf postanowił zabrać głos w swojej sprawie. W wywiadzie dla "Channel 5 with Andrew Callaghan" powiedział: "Moje zachowanie było g... Muszę się z tym pogodzić. Czy to znaczy, że znowu muszę iść na odwyk? Po prostu nie jestem zainteresowany. Nie sądzę, żebym miał jakieś odpowiedzi. Po prostu nie… Naprawdę nie jestem. Gdybym naprawdę chciał, poszedłbym. Myślę, że mam inny problem i zamierzam się nim zająć. Mam kompleks małego człowieka. Jakiś napoleoński, nie wiem, co to jest. Myślę, że to coś związanego bardziej z gniewem i ego niż z alkoholem".
Niestety, w ubiegłym tygodniu w sieci pojawiły się kolejne amatorskie nagrania z aktorem w głównej roli, tym razem z Rzymu. Chodził po ulicach Wiecznego Miasta, zaczepiał przechodniów, krzyczał. A później szwendał się w samych slipkach po hotelowym lobby i prosił ludzi o ogień...