Szokowanie nigdy nie było dla niego problemem. Ashton Kutcher przez lata robił z niego narzędzie - jako etatowy żartowniś z "Punk’d". Teraz po długiej przerwie powraca w nowym serialu Ryana Murphy’ego "The Beauty”, a swoją rolą zrywa z dawnym wizerunkiem. Byliśmy na londyńskiej premierze.
Publiczność pokochała go jako uroczego, nieco naiwnie zabawnego Michaela Kelsa z sitcomu "That ’70s Show", później jako gwiazdę romantycznych i komediowych hitów z początku lat 2000. W ostatnich latach jego pojawiał się zdecydowanie rzadziej na ekranie i w większości na dalszym planie. Tym bardziej zaskakujące — i znaczące — jest to, że decyduje się dziś na udział w serialu Ryana Murphy’ego.
W "The Beauty" Kutcher, który w tym roku kończy 48 lat, wciela się w postać skrajnie odległą od wszystkiego, z czym był dotąd kojarzony: bezwzględnego tech-miliardera, stojącego na czele korporacji, która zarabia na ludzkiej obsesji piękna. Aktor rzuca wyzwanie swojemu wizerunkowi sympatycznego faceta z sąsiedztwa.
Podczas premiery serialu w Londynie redakcja Wirtualnej Polski miała okazję porozmawiać chwilę z Ashtonem Kutcherem. - Nie było momentu, w którym powiedziałbym "nie, tego nie możemy zrobić" - przyznał tajemniczo o swojej roli.
"The Beauty" na Disney+ 22 stycznia.