Jim Carrey odciął się od kariery. Na planie świątecznego filmu przeżył piekło
Jim Carrey grał w "Grinchu", gdy był na szczycie kariery. Był już po "Truman Show", a tuż przed "Bruce'em Wszechmogącym". Wcielenie się w zielonego stwora nienawidzącego świąt było jego koszmarem.
Jim Carrey zagrał w 2000 r. tytułowego bohatera "Grinch: świąt nie będzie". Film bardzo podzielił widzów. Jedni pisali, że chcieliby to na zawsze "odzobaczyć", a dla innych to świąteczny klasyk, o którym zawsze przypominają sobie w tym czasie. Od lat krążą jednak historie o tym, jak bardzo Jim Carrey nienawidził grania w tym filmie.
W jednym z ostatnich wywiadów aktor wrócił wspomnieniami do planu "Grincha". W "Vulture" opisał, że najbardziej obciążał go zielony kostium i wielogodzinny makijaż. Pierwszy dzień przygotowań trwał osiem godzin, po czym aktor wezwał reżysera Rona Howarda i Briana Grazera i zapowiedział, że odchodzi z produkcji.
Najlepsze filmy na święta
Carrey mówił, że strój uszyto z "niepokojąco gryzących włosów jaka". Dodatkowo miał sztuczne zęby i denerwujące go soczewki, przez które miał bardzo ograniczone pole widzenia. Carrey ledwo to wytrzymał. Reżyser oceniał, że aktor był gotów oddać 20 mln dol. za swój udział w filmie i rozstać się z produkcją. Aby utrzymać go na planie, twórcy poprosili o pomoc byłego dowódcę Navy SEALs, Richarda Marcinko, by wspierał Carreya w przygotowaniach, ale przede wszystkim pomóc w ciągłych napadach lękowych, których doświadczał gwiazdor w związku z noszeniem kostiumu.
Według Carreya, Marcinko przekazał mu listę technik, które miały przerywać spiralę lęku: "uderz się w nogę", "zmień bodziec – wyłącz telewizor, włącz radio". Rekomendował też... częste palenie papierosów, co wymusiło używanie długiej lufki, by włosy z kostiumu nie zajęły się ogniem.
Proces makijażu skrócono do ok. trzech godzin. Gdy Carrey był malowany, w tle leciała muzyka Bee Gees – Carrey słuchał całej dyskografii, a charakteryzator Kazu Hiro dopasowywał tempo pracy do albumu "Bee Gees Live". Zespół charakteryzatorów, kierowany przez Ricka Bakera i Gail Rowell-Ryan, zdobył później Oscara za charakteryzację i fryzury do tego filmu.
Kazu Hiro mówił, że testowano kilka wersji wyglądu Grincha. Studio chciało, by twarz aktora była rozpoznawalna, ale tuż przed startem zdjęć wrócono do pierwszego projektu Hiry, obejmującego piankowe elementy, malowanie i peruki. Największym kłopotem były soczewki – pył na planie dostawał się między nie a oko, a optometrysta często wstrzymywał zdjęcia, by ratować oczy aktora.
Na planie towarzyszyła mu też siedmioletnia Taylor Momsen (Cindy Lou Who), która przynosiła Carreyowi ulubione słodycze.
Aktor śmiało przyznawał, że czuł się chwilami "jak zakopany żywcem" i miewał ataki paniki. "Grinch: świąt nie będzie" obrasta w legendy, prawda? I chociaż aktor ma okropne wspomnienia z planu, to w wywiadach podkreślał swojego czasu, że że pociągał go przekaz historii o przemianie i sensie świąt: "to opowieść o rodzinie, miłości i akceptacji – niezależnie od komercji, to wciąż trafia do ludzi".
Jim Carrey i skomplikowana kariera
Aktor w ostatnim czasie nie gra już tak często w filmach. Ba, głośno było o tym, że przeszedł wręcz na aktorską emeryturę. Po bardzo spektakularnym początku lat 2000. stopniowo brał na siebie coraz mniej ról. Ludzie kochali go za "Jestem na tak" czy "Kidding", ale pozostał wierny w ostatnich latach już tylko "Sonicowi". Jego dwa ostatnie filmy to właśnie kontynuacje popularnej serii dla dzieci i nastolatków: "Sonic 2" i "Sonic 3".
W 2022 r. Jim Carrey po premierze drugiego filmu z serii "Sonic" mówił tak: - Cóż, odchodzę na emeryturę. Tak, prawdopodobnie. Mówię dość poważnie.
- Naprawdę lubię swoje spokojne życie, naprawdę lubię malować obrazy, naprawdę kocham swoje życie duchowe – wyznał Carrey. - I czuję, że – i jest to coś, czego możesz nigdy nie usłyszeć od innych celebrytów – mam dość. Zrobiłem wystarczająco dużo. To mi wystarczy – kwitował aktor.
Gdy dopytywano go, czy faktycznie idzie na emeryturę i nie będzie już grał, dodał: - To zależy. Jeśli anioły przyniosą jakiś scenariusz napisany złotym atramentem, który powie mi, że to będzie naprawdę ważne, aby ludzie to zobaczyli, mogę to zrobić. Ale robię sobie przerwę.
Człowiek, który był w stanie rozbawić cały świat, długo traktował śmiech i żarty jako mechanizm obronny, próbując zapomnieć o gorzkich doświadczeniach i odzyskać spokój po osobistych dramatach. Przez lata zmagał się z depresją. Dziś żyje z dala od Hollywood, ale w zgodzie z samym sobą, więc nikogo specjalnie nie dziwiło, gdy zaczął mówić o tym, że potrzebuje odpoczynku od głośnej kariery.
Z opowiadania historii - choć w innej formie niż filmowej - nie zrezygnował. W 2023 r. wyszła jego abstrakcyjna książka, "Wspomnienia i dezinformacja". Napisana wspólnie z Daną Vachonem biografia aktora bazuje na zmyślonych lub przerysowanych do bólu historiach. Nic nie wydarzyło się naprawdę, ale wszystko jest prawdziwe, jak mówi sam Carrey. Oskarżenia o sodomię, świńskie głowy w basenie, trójkąty z kobietami, porwanie przez eko-terrorystki, inwazja UFO – to tylko maleńki fragment tego, co wymyślił tam Jim Carrey. Książkę można szczególnie polecić fanom aktora, którzy tęsknią za jego groteskowym poczuciem humoru.
Część historii zawartych w tej "biografii" może wydawać się prawdziwa. O neurotycznych scenarzystach ukrywających się przed wywiadem czy o przedziwnych spotkaniach z celebrytkami, albo o natrętach nachodzących jego posiadłość. Ale reszta? Szaleństwo. W książce jest np. o tym, jak Nicolas Cage skupuje prawdziwe kości dinozaurów i ma obsesję na punkcie zamachu na Jana Pawła II, a Tom Hanks, ulubieniec świata, serwuje herbatkę potrzebującym w czasie wielkiego kataklizmu, który dziesiątkuje Kalifornię. W czasie tego kataklizmu Jim Carrey zostaje porwany przez grupę półnagich eko-terrorystek, które chcą naprawić świat.
Czy Jim Carrey wróci jeszcze do Hollywood? Na pewno! Taki powrót byłby prawdziwym świętem dla jego fanów i można się spodziewać, że prędzej czy później któryś producent lub jakaś platforma streamingowa przekona Carreya do wyjścia z cienia.