Krótkie topy, obcisłe mini. Widownia ją kochała, a ona popadała w chorobę
Christina Applegate grała od wczesnego dzieciństwa, ale przełomem w karierze okazała się rola w "Świecie według Bundych". Miała 15 lat, gdy wcieliła się w rozseksualizowaną i mało rozgarniętą Kelly. Dziś mówi o cenie, jaką zapłaciła za bycie tą postacią.
Dziś Christina Applegate już nie gra. Choruje na stwardnienie rozsiane, niemal nie wstaje z łóżka, a wychodzi z domu tylko, gdy odwozi nastoletnią córkę do szkoły. O swojej chorobie bez filtra opowiada w podcaście "MeSsy" razem z przyjaciółką i aktorką Jamie-Lynn Sigler (gwiazdą "Rodziny Soprano").
Zdecydowała się także na spisanie swoich wspomnień. W książce "You With the Sad Eyes" pisze o traumatycznym dzieciństwie, walce z chorobą, aktorskich doświadczeniach. Oczywiście poświęca też miejsce na serial, który zaważył na jej karierze.
Najlepsza polska aktorka? Nominowane w plebiscycie Top Seriale 2026
"Świat według Bundych"
Sitcom "Świat według Bundych" skupiał się na historii rodziny, której głową był Al - wiecznie niezadowolony, niespełniony życiowo sprzedawca butów. Jego niepracująca żona Peggy nie zajmowała się domem, ani gotowaniem. Mieli dwójkę dzieci: zakompleksionego syna Buda i córkę Kelly - wcielenie stereotypowej młodej blondynki.
Christina Applegate zaczęła grać Kelly, mając 15 lat. Początkowo wcale tego nie chciała. Gdy czytała pierwsze scenariusze, stwierdziła, że to kiepsko napisany, "toaletowy humor". W pilocie inna aktorka zagrała Kelly, a Applegate dostała VHS z nagraniem.
"– Kurczę! – powiedziałam. – To jest śmieszne. To jest dobre" - wspomina ten moment w książce. Tak zdecydowała, że zostanie Kelly. Problem z tym, że telewizja sprzed 40 lat wygląda inaczej. Nikogo nie szokowało, że niepełnoletnia dziewczyna gra obiekt żądzy. Gdy Kelly pojawiała się w scenie, w krótkiej spódniczce i kusym topie, przez 5 sekund nie padała żadna kwestia, bo publiczność w studio musiała się wygwizdać i wykrzyczeć.
To naturalnie odbiło się na psychice młodej Christiny. Jeszcze przed zdjęciami do "Bundych" dziewczyna cierpiała na zaburzenia odżywiania, nowe życie tylko je pogłębiło.
– Sama wpakowałam się w kłopoty przez tę postać, bo musiałam być szczupła – pisze Applegate. – Miałam w głowie konkretną wizję ubrań, które chciałam, żeby nosiła. A żeby móc je nosić – takich, które zdradzałyby, że zjadłaś coś tak małego jak pojedyncze winogrono – musiałam jeszcze bardziej pogłębić swoje zaburzenia odżywiania. Czasami karałam samą siebie i w ogóle nie jadłam. Nosiłam rozmiar 0, a kostiumografowie na planie często musieli zwężać moje ubrania. Byłam samą skórą i kośćmi.