Krytykuje film, w którym zagrała. "Przemoc seksualna nie powinna być rozrywką"
Ashley Judd wróciła do thrillera "Kolekcjoner" z 1997 r. i przyznała, że dziś inaczej patrzy na film, w którym sama zagrała. Aktorka zastanawia się po latach, dlaczego przemoc seksualna wobec kobiet stała się dochodową rozrywką.
Ashley Judd w swoim wpisie przypomniała, że jej relacja z filmem "Kolekcjoner" zmieniała się z czasem wraz z głębszym namysłem nad pokazanym tam okrucieństwem. Podkreśliła, że produkcja opiera się na przedstawieniu przemocy seksualnej wobec kobiet, a niegdyś podobne historie chętnie opisywano przez pryzmat siły i przetrwania bohaterek.
Według aktorki takie podejście nie wystarcza. Napisała, że "Kolekcjoner" koncentruje się na męskiej przemocy seksualnej i torturowaniu kobiecych ciał. Zwróciła uwagę, że widzowie często widzą w filmie opowieść o odporności, ale ona sama coraz częściej zadaje inne pytanie: "Dlaczego terror seksualny wobec kobiet jest czymś, co pakujemy w formę rozrywki? Dlaczego jest to opłacalne?".
Najlepsza polska aktorka? Nominowane w plebiscycie Top Seriale 2026
Judd zaznaczyła, że wciąż docenia fanów produkcji. - Dziękuję za to, że kochacie ten film, że kochacie mnie w tym filmie. Dziękuję, że uczyniliście go… miałam powiedzieć przełomowym, ale nawet powiem: odmieniającym momentem w mojej karierze - powiedziała do obserwatorów w wideo. Jednocześnie poprosiła, by spróbowali spojrzeć na tę historię w nowy sposób.
Aktorka zaakceptowała fakt, że dla wielu osób to wciąż ulubiony thriller z lat 90. - Można kochać ten film i podejść do mnie, mówiąc, że to wasz ulubiony film - zapewniła. Równocześnie jeszcze raz podkreśliła, że chce rozmawiać o tym, dlaczego kręcenie męskiej przemocy seksualnej i torturowania kobiecego ciała w ogóle uznaje się za coś rozrywkowego.
W rozmowie przywołanej przez "Variety" Judd oceniła, że w "Kolekcjonerze" pojawia się także bardzo mizoginistyczny dialog, który jest dla niej dziś nie do przyjęcia. Zwróciła uwagę, że fabuła skupia się na odporności jej bohaterki po doświadczonej przemocy, ale jednocześnie nie stawia wyraźnie pytania, dlaczego taki rodzaj traumy ma być podstawą filmu rozrywkowego.
Aktorka podsumowała, że historia opowiedziana w "Kolekcjonerze" dotyczy traumy i może być dla widzów realnie traumatyzująca, a nie tylko emocjonująca. Stwierdziła, że nie odbiera już tego jako rozrywki, lecz raczej jako formę zbiorowego wyparcia, które przerabia seksualny terror na produkt filmowy.
Film, adaptacja powieści Jamesa Pattersona, okazał się sukcesem kasowym i przyniósł ok. 60 mln dol. przy budżecie niespełna 30 mln dol., a postać Alexa Crossa zagrał ponownie Morgan Freeman w jeszcze bardziej dochodowym sequelu "W sieci pająka" z 2001 r.